matys 01.02.2007 06:05

Szczęść Boże,
Ponieważ wielokrotnie słyszałem już argumentację, dlaczego antykoncepcja jest grzechem ciężkim, chciałbym prosić o wytłumaczenie, dlaczego abstynencja seksualna w małżeństwie grzechem ciężkim nie jest.
Bardzo często jako remedium na wyjątkową sytuację (np. zaraźliwa choroba jednego z partnerów, duże ryzyko utraty zdrowia, bądź nawet życia w wyniku ciąży itp.) proponuje się absolutną wstrzemięźliwość.
Jeżeli celowo nie kochamy się ze współmałżonkiem, ponieważ obawiamy się kolejnego potomka, to czy taka postawa jest grzechem, czy nim nie jest?
W moim rozumieniu, jest to jawne sprzeciwianie się woli Boga.
O ile w przypadku antykoncepcji nie wykluczamy całkowicie poczęcia, bowiem żadna z metod nie jest stuprocentowa, o tyle w tym przypadku Bogu zdecydowanie mówimy nie.
Z góry dziękuję za odpowiedź.
Proszę pominąć aspekt, czy w ogóle powinniśmy obawiać się kolejnego dziecka, bo nie podlega to dyskusji, że osoba głęboka wierząca winna całe swoje życie zawierzyć Bogu, a nowe życie nie powinno być dla niej zagrożeniem. Doskonale jednak wszyscy wiemy, że w praktyce wygląda to trochę inaczej.

Odpowiedź:

Nie jest grzechem sytuacja, gdy ktoś nie korzysta ze swojej seksualności. Jest grzechem gdy korzysta z niej niewłaściwie. Dlatego abstynencja seksualna zasadniczo grzechem nie jest (byłaby, gdyby ktoś odmawiał bez powodu współżycia małżonkowi narażając go na cudzołóstwo).

J.