Mama 10.01.2007 09:07

Mam dzieci w wieku szkolnym. Dość często krzyczę na nie, ponieważ z posłuszeństwem i wypełnianiem poleceń bywa u nich różnie. Nie są złe, ale takie niezorganizowane, zwłaszcza jeśli chodzi o odrabianie prac domowych, przygotowywanie się do lekcji. Denerwuję się, kiedy widzę jak to wszyskto jest spychane na "potem". Mąż twierdzi, że niepotrzebnie złoszczę się i prowokuję dzieci, bo na moje krzyki reagują również złością. Ale jego spokojne podejście też nie przynosi efektów. Uważam, że dzieci nie można tylko głaskać i "karmić samym miodem", ale i krzyknąć, jeśli zajdzie taka potrzeba. Może to i kwestia temperamentu - mąż jest spokojny, ja bardziej emocjonalnie podchodzę do różnych spraw i zamiast "dusić w sobie" problemy, wolę je wypowiedzieć, a czasami wręcz wykrzyczeć. Czy powinnam się z takiego traktowania dzieci spowiadać? Szczęść Boże

Odpowiedź:

Spowiadać się należy z grzechów ciężkich. Z lekkich niekoniecznie. Czy Pani zachowanie w konkretnej sytuacji można uznać za ciężki grzech? Za popełnienie świadomie i dobrowolnie wielkiego zła? Odpowiadający nie zna odpowiedzi na to pytanie. To zależy od tego, co Pani mówi i jak długo trwa owa złość, a nie od samego podniesienia głosu. Zazwyczaj jednak takie zachowanie, jeśli nie wynika ze złej woli - tak chyba jest w Pani przypadku - nie jest grzechem, a już na pewno nie ciężkim...

Warto jednak spowiadać się i z grzechów lekkich. Najwyżej spowiednik przyzna Pani absolutną rację usprawiedliwiając ów krzyk. Tyle że na pewno nie jest to na dłuższą metę dobre rozwiązanie. Coś trzeba z tym zrobić, póki - być może - jeszcze można...

J.