Kelpie 08.10.2006 21:25

Kilka lat temu podpisalam Krucjate Wyzwolenia Człowieka na całe zycie. Wiedzialam, ze bedzie ciezko, ale nie bralam pod uwage, ze strace podpore w postaci wspólnoty (juz jej nie ma), ze trafie miedzy nauczycieli (swietnych ludzi, ale kompletnie nierozumiejacych czemu nie chce sie z nimi napić :-) i ze to wzgledy społeczne, a nie chec "napicia sie' beda najwiekszym problemem. Teraz coraz czesciej mysle, czy jest sens w tym trwac. Nie mam tyle odwagi, zeby ewangelizowac swoja postawa, mało kto zna rzeczywisty powód mojej abstynencji, bo nie stac mnie na powiedzenie prawdy. Poza tym, nie wiem nawet czy moja ofiara odnosi jakies skutki, bo podpisalam KWC w intencji człowieka, o którym nie mam teraz zadnych wiesci, czy wyszedł z alkoholizmu, czy nie. Póki co, nie piję, chociaz z kazdym rokiem jest trudniej widziec sens w tym wszystkim. Bo nawet jesli sie poddam i pojde ze znajomymi na piwo, to w swietle zasad Ruchu Światło Życie bedzie to upadek, z ktorego mam sie podniesc i dalej probowac. To ja juz wole nie upadac, przynajmniej nie z premedytacją... BARDZO prosze o jakąś wskazówke. Bo nie chce kontynuować swoich wyrzeczeń z przyzwyczajenia.

Odpowiedź:

W gruncie rzeczy nie musisz owego przyrzeczenia kontynuować. Złamanie przyrzeczenia w tym względzie nie jest grzechem. Ale w sumie szkoda. Szkoda tego, że jednej osoby w tym zbożnym dziele ubędzie...

Abstynencja ma wielki sens. Nie tylko jako ofiara w czyjejś intencji. Także dlatego, że jest wystąpieniem przeciwko przymusowi picia. W tej atmosferze ci, którzy pić nie mogą (kierowcy, alkoholicy) czują się lepiej. Bo nie są w swojej postawie samotni. A sama wiesz, jak trudno przeciwstawić się środowisku...

J.