Jacek1989 11.02.2006 23:11

Witam!! Mam problem z ktorym nie moge sobie poradzic:( Ostatnio rozmawialem z kolezanka na temat ksiazek, okazalo sie ze duzo czyta na temat "reinkarnacji". Rozmowe szybko skierowalem na temat wiary. Powiedziala mi ze od 4 lat wierzy w reinkarnacje. Tzn tak... chodzi do kosciola przyjmuje sakramenty... w pewnym momencie w przeszlosci zaczela sie zastanawiac nad tym co jest po smierci... to bylo 4 lata temu... chodzila wtedy do I gimnazjum wiec wszystkiego nie rozumiala... zainteresowal ja ten temat i zaczela zbierac i czytac wszystkie materialy na temat reinkarnacji... ale moze wroce... otoz powiedziala mi ze nie krytykuje nauki kosciola ale dodala kilka rzeczy do "swojej religii"... wierzy ze po smierci czlowiek idzie do nieba albo do piekla, ale z ta roznica ze tym pieklem jest wieczna wedrowka duszy w ciele innych istot (zwierzat)... to wg niej jest pieklo... mowilem jej ze jest to sprzeczne z nauka kosciola... i ze jesli ma jakies watpliwosci czy problem... wszystkie swe rozwiazania moze znalezc w Pismie Swietym... wtedy powiedziala ze wierzy w to co jest w Pismie Swietym, ale takze w to co sama sobie umyslila... stwierdzila: "jestem na pograniczu dwoch swiatow, zupelnie roznych, zalezy na jakim etapie zycia jestem".

Wtedy zrozumialem ze jestem niekompetnetny do prawienia jej kazan. Nie tylko dlatego ze za malo wiem ale takze dlatego ze sam "jestem za slaby", napewno sam potrzebuje nowrocenia... w koncu kazdy potrzebuje nawrocnia... kazdego dnia czlowiek potrzebuje nawrocenia...

Czy w ogole powinienem sie zabierac za ze tak powiem "ewangelizacja"... gdyz sam jej potrzebuje....??

No i podstawowe pytanie... jak mam jej pomoc?? Tak zeby mnie posluchala...?? Czy mam byc natarczywy?? (juz kilka rozmow z nia prowadzilem na ten temat, mimo ze udczuwalem ze nie lubi zbytnio o tym rozmwiac) Czy to w ogole ma sens?? Czasami wydaje mi sie ze powinienem najpierw siebie zmienic a dopiero potem zaczac zajmowac sie innymi.......... Z gory dziekuje za pomoc:)

Odpowiedź:

Zacznijmy od końca... To znaczy od pytania, czy powinniśmy najpierw zaczynać od siebie...

W tej kwestii trzeba zachować zdrowy rozsądek. Z jednej strony bowiem nie powinno się pouczać innych, jeśli sami jesteśmy dalecy od doskonałości. Z drugiej... Uniemożliwiłoby to wszelkie sensowne działanie. Bo nigdy nie będziemy do końca doskonali. Swoją świętość wykuwa się przecież w codziennym trudzie, codziennych wyborach...

Zdaniem piszącego te słowa w takich sytuacjach trzeba coś robić. Nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, to uczynki miłosierdzia. Nie są one obwarowane warunkiem "jeśli sam jesteś super"... Świadomość własnej niewiedzy, ułomności powinna nas jednak skłaniać do tego, by działać delikatnie i z pokorą. Bez chęci wywyższania się, ale z troski o dobro bliźniego. Prawdziwej, szczerej troski, a nie udawanej...

Z tego co piszesz wynika, że intencje masz dobre. A na ile potrafisz powstrzymać się od pustego moralizowania czy wywyższania się musisz ocenić sam...

W kwestii wiary w reinkarnację... Rzeczywiście jest to niezgodne z chrześcijaństwem. Ba, także z judaizmem i islamem. Te religie mają bowiem zasadniczo różną od religii Wchodu koncepcję człowieka, życia i śmierci...

Łatwiej będzie Ci pomóc koleżance, jeśli zgłębisz chrześcijańskie spojrzenie na reinkarnację. Zajrzyj do trzech artykułów o. Jacka Salija:

TUTAJ
TUTAJ
TUTAJ

J.