Ania 10.11.2003 11:31

Ostatnio mam problemy z modlitwa. Studiuje zaocznie i pracuje, troche mnie to psychicznie obciaza. Przychodza do mnie takie mysli, ze teraz to juz na nic nie mam sily, te stany moga trwac nawet kilka dni. Bardzo mnie to obciaza. Zaczynam widziec w sobie wady, pojawia sie poczucie winy. Wiem, ze nie moge nie pracowac, bo nie chce, zeby mnie rodzice znowu utrzymywali, bo nie chce sluchac,ile to ja kosztuje. Czesto tez slysze,ze to,czy tamto robie zle, znowu pojawia sie poczucie winy. Niestety zauwazylam, ze to przekladam na relacje z Bogiem, szczegolnie teraz, gdy nie mam trudnosci z modlitwa. Czy moge w takim stanie przystepowac do Komuni. Mam stalego spowiednika, ale, gdy go nie ma w W-wie, to ciezko mi isc do kogos obcego. Najgorsze jest to, ze cos ostatnio mam blokade, zeby mowic jemu o roznych moich problemach.To meczy. Jest wiele sfer we mnie, w moim zyciu, o ktorych rozmawiam i pisze do ksiedza, ktory niestety jest za granica, to nie to samo,co rozmowa na miejscu. Trudne to dla mnie. Nie wiem, jak mam sie przelamac?

Odpowiedź:

Poczucie winy, dostrzeganie swoich wad jest czymś dobrym, o ile oczywiście nie jest przesadzone...
Twój stan może wynikać z przepracowania. Jeśli nijak nie możesz odpocząć od swoich obowiązków, to spróbuj nauczyć się relaksowania. Spróbuj np. spokojnie, bez pośpiechu zjadać posiłki, pozwalać sobie na rozkoszowanie się smakiem kawy (a nie picie jej podczas pracy), pospaceruj bez sensu po parku, zauważ gołębie i promienie słońca skrzące się na oszronionych gałęziach...

Wartości modlitwy nie mierzy się naszymi odczuciami. Trudności podczas modlitwy mają bardzo różne źródła. Tobie wypada chyba zaproponować, być przed Bogiem się uciszała... Możesz Mu opowiadać wszystko. Ale możesz Mu też powiedzieć, że przecież wie wszystko i oddajesz Mu te swoje sprawy, ale z Nim chcesz teraz pomilczeć albo porozmawiać o sprawach z pozoru dla Ciebie nieistotnych... Opowiadaj Mu o pięknie stworzonego świata, o chmurach żeglujacych po niebie, o dobrych ludziach których spotykasz wokół siebie... To w Nim szukaj swojego wyciszenia i pogody ducha... Przecież powiedział: "Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię"... Może wtedy mniej istotne okaże się, że Twój spowiednik wyjechał...

Nic nie stoi na przeszkodzie, byś w tym stanie ducha przyjmowała Jezusa w Eucharystii. Przeszkodą w tym względzie jest tylko grzech ciężki. Przeżywanie trudności, zniechęcenia, nadmiernego poczucia winy nie tylko nie przeszkadza spotykać się w ten sposób z Chrystusem, ale wręcz zobowiązuje do częstszego przyjmowania Go. Bo On jest naszym pokarmem w pielgrzymowaniu do wieczności...

J.