Prezes 09.07.2003 16:07

czy masturbacja to grzech

Odpowiedź:

Masturbacja jest grzechem przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu.

Katechizm Kościoła Katolickiego tak mówi o masturbacji:
"Przez masturbację należy rozumieć dobrowolne pobudzanie narządów płciowych w celu uzyskania przyjemności cielesnej. "Zarówno Urząd Nauczycielski Kościoła wraz z niezmienną tradycją, jak i zmysł moralny chrześcijan stanowczo stwierdzają, że masturbacja jest aktem wewnętrznie i poważnie nieuporządkowanym". "Bez względu na świadomy i dobrowolny motyw użycie narządów płciowych poza prawidłowym współżyciem małżeńskim w sposób istotny sprzeciwia się ich celowości". Poszukuje się w niej przyjemności płciowej poza "relacją płciową, wymaganą przez porządek moralny, która urzeczywistnia w kontekście prawdziwej miłości pełny sens wzajemnego oddawania się sobie i przekazywania życia ludzkiego" (Kongregacja Nauki Wiary, dekl. Persona humana, 9).
W celu sformułowania wyważonej oceny odpowiedzialności moralnej konkretnych osób i ukierunkowania działań duszpasterskich należy wziąć pod uwagę niedojrzałość uczuciową, nabyte nawyki, stany lękowe lub inne czynniki psychiczne czy społeczne, które zmniejszają, a nawet redukują do minimum winę moralną".


Jak widać, masturbacja jest grzechem ciężkim, jednak są pewne okoliczności łagodzące, które sprawiają, że w konkretnym przypadku może być grzechem lekkim.


Zło masturbacji (onanizmu) polega przede wszystkim na zaspokajaniu popędu płciowego w taki sposób, który całkowicie przekreśla poczęcie nowego życia. Po drugie odrywa seks od miłości, sprawia, że seks zaczyna funkcjonować jako autonomiczna (niezależna od miłości)wartość. Rodzi to konkretne, złe konsekwencje. Na przykład: w sytuacji, gdy któreś ze współmałżonków nie może, albo nie chce współżycia (np. kobieta po porodzie) jest to usprawiedliwienie dla szukania zaspokojenia w ramionach innego partnera (partnerki) A chyba takie postępowanie nie jest wyrazem miłości. Co więcej, może doprowadzić do rozbicia małżeństwa. W małżeństwie też trzeba umieć panować nad swym popędem.
Po trzecie, masturbacja uczy egoizmu. Liczy się moja przyjemność, niekoniecznie drugi człowiek. Po czwarte może sprawić, że taki człowiek nie będzie zadowolony z prawdziwego życia płciowego. „W wyobraźni było znacznie lepiej”... Znów może prowadzić to do porzucenia męża/żony i szukania kogoś innego...


Jak pracować nad sobą w takiej sytuacji?
1. Masturbacja u swoich źródeł najczęściej ma przesadne zajmowanie się sobą. Ważne jest więc, by otworzyć się na sprawy nurtujące bliskich, swoje otoczenie i jego potrzeby; po prostu wyzwolić się z egocentryzmu.

2. Trzeba usunąć źródła takiej postawy. Przede wszystkim czynniki erotyzujące nasze życie np. korzystanie z pornografii.

3. Inne czynniki mające wpływ na podejmowanie tego typu działań to:

a) pragnienie miłości, bliskości drugiej osoby; człowiek który czuje się niekochany, odrzucony szuka w ten sposób namiastki miłości

b) poczucie samotności; masturbacja daje złudne poczucie wyzwolenia z osamotnienia

c) złość; to nieprzyjemne uczucie, dlatego szukając od niego ucieczki człowiek szuka uspokojenia w seksie (tak jak inny będzie się uspokajał paleniem, piciem czy narkotykami)

d) zmęczenie; masturbacja daje złudne poczucie relaksu

Znając te cztery powody wzrostu napięcia seksualnego łatwiej podjąć konkretne działania, by do masturbacji nie dopuścić, np. w sytuacji złości zrelaksować się w inny sposób.

4. Wydaje się, że potrzeba także gorącej modlitwy o wyzwolenie się z nałogu. Warto też w tej intencji podjąć jakieś wyrzeczenie, post.

5. Zapewne wydaje Ci się, że nie poradzisz sobie z problemem. To nie jest tak. Wytrwała praca nad sobą na pewno przyniesie efekty. Radzimy także, by znaleźć stałego spowiednika, który znając mnie najlepiej będzie umiał coś doradzić...

Możesz jeszcze zajrzeć pod adres:
http://www.mateusz.pl/ksiazki/js-sd/Js-sd_35.htm

red.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać