Paweł 05.06.2003 09:17

Jeszcze raz odnośnie narzeczonych.

Jak już kilkakrotnie pisano na tych stronach, granicą w bliskości narzeczonych jest podniecenie - gdy ono się pojawi, należy przestać by nie powodować większego rozbudzenia. Z drugiej strony pisano też, że narzeczeni sami tę granicę w pewnym stopniu ustalają.

Jednak nie wiem, czy chodzi tu tylko o fizyczne podniecenie, objawiające się erekcją u chłopaka?

Jeśli to jest jedyny wyznacznik, to oznaczałoby, że jedni narzeczeni mogą sobie pozwolić na więcej bliskości a inni - na mniej, bo przecież nikt chyba nie reaguje tak samo (na dotyk czy pocałunki).
Czy tak jest?

Dla przykładu, mniej "wrażliwa" para może się całować namiętnie, a bardziej "wrażliwa" - tylko trzymać się za rękę. ;)

Jak należy rozumieć owe podniecenie?

Odpowiedź:

Tak jest. W tych sprawach wiele rzeczywiście zależy od temperamentu samych narzeczonych. Trudno wyznacząć granicę określając dokładnie co i w jakim stopniu można robić, bo każdy nieco inaczej na różne bodźce reaguje. Każdy musi tu zdać się na osąd własnego sumienia...

J.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać