Gość 12.07.2019 00:41

Szczęść Boże,

Moje życie jest bardzo dalekie od Boga. Nie chodzę do kościoła i nie korzystam z sakramentów. Pragnę się nawrócić, ale czuje się jakbym była wyjęta żywcem z przypowieści o ziarnie słowa Bożego, które pada na glebę, ale nie ma dość mocnych korzeni by wzrosnąć. Prawda jest taka, ze nie wiem za bardzo od czego zacząć Na razie więcej się modlę, ale nie byłam jeszcze w kościele. Może to śmiesznie, ale martwię się czy będę umiała się zachować.

Bardzo chciałabym aby moje dzieci były bliżej Boga niż ja. Jak jednak mogę je uczyć o Bożej miłości i wierze katolickiej skoro nie praktykuje?. Mam czasem wrażenie, ze Bóg tylko na mnie czeka a ja jak taki uparty osiołek siedzę i chce wejść i boje się. Boje się swoich grzechów. Mam wiele grzechów ciężkich na sumieniu. Najbardziej martwię się, ze zgrzeszyłam przeciw Duchowi Świętemu, a jeśli tak, to nie zasługuje na przebaczenie. Jak się zabrać za to nawrócenie? I czy to możliwe, że Bóg mi mimo wszystko przebaczy?

Przeprasza, za długość i dziękuje za odpowiedz
M.
.

Odpowiedź:

Ha... Nie wiem czy będę w stanie coś sensownego poradzić. Bo radzić w sprawach duchowych to często jak strzelać na wiwat: nic z tego nie ma. Ale spróbuję :)

Więcej się Pani modli i to dobrze. Nie wiem jak ta modlitwa wygląda, ale dobrze by było też coś od serca Panu Bogu powiedzieć. To czasem sprawia, że bariery, które wydają się nie do pokonania, nagle rozpadają się w gruzy. Bóg po prostu potrafi nie tylko wskazać jakąś drogę, ale i zdecydować się zrobić to, na co człowiek nie może się zdobyć.

W Pani wypadku to chyba nie to samo pójście do kościoła. Tym bym się specjalnie nie martwił. Stanie Pani z tyłu albo siądzie w ławce i będzie Pani robiła to, co otaczający ludzie. Chodzi w sumie głownie o postawy - kiedy siedzieć, kiedy klęczeć, kiedy stać, no i kiedy zrobić znak krzyża. Ważniejsza jednak byłaby spowiedź. Tu już otoczenie nie pomoże. Ale od strony formalnej to nie takie trudne: trzeba klęknąć u kratek konfesjonału, pozdrowić kapłana, przeżegnać się i powiedzieć coś w stylu, że przychodzi się z pokorą i żalem do spowiedzi, kiedy była ostatnia spowiedź. A potem wyznać grzechy, dając jakoś znać kapłanowi, kiedy się skończy. Czyli mówiąc, że więcej grzechów się nie pamięta, że się żałuje i pragnie poprawy... Potem kapłan udzieli pouczenia, być może o coś zapyta. Potem rozgrzeszy, Pani się przy tym przeżegna. I chyba wszystko.

Wiem, że największym problemem jest chyba właśnie to wyznanie grzechów. Pisze Pani o grzechu przeciw Duchowi Świętemu, bojąc się, czy Bóg może Pani wybaczyć... No cóż, nie wiem jak wielkie są Pani grzechy, ale wiem, że nie ma takiego, którego Bóg osobie, która szczerze żałuje by nie wybaczył. To możemy uznać za pewne. A skoro chce Pani pojednać się z Bogiem po latach, szuka Pani bliskości z Bogiem, to to jest właśnie żal, o który w spowiedzi chodzi, to jest to postanowienie poprawy... Grzech przeciwko Duchowi Świętemu polega na trwaniu w zatwardziałości. Skoro Pani chce spowiedzi, chce nawrócenia, pojednania z Bogiem, to o zatwardziałości nie ma mowy.  Może wiele Pani nagrzeszyła, ale tego grzechu Pani nie popełniła. Na pewno. Bo otwiera się Pani na Boże wezwanie do nawrócenia...

Sama spowiedź... Musi Pani wyznać wszelkie zło, która uważa Pani za grzech ciężki. Ale niekoniecznie trzeba wchodzić w szczegóły, zwłaszcza w kwestii szóstego przykazania. Chodzi o wyznanie co się zrobiło, ile razy i podanie istotnych okoliczności. Np. gdyby chodziło o kradzież - ile się ukradło, czy się zwróciło. Przy oszczerstwie istotne może być, gdy miało ono dla oczernionego jakieś poważne skutki. W grzechach przeciwko szóstemu przykazaniu istotny jest stan cywilny tego, z którym się tych grzechów dopuściło.... Czyli chodzi o takie okoliczności, które mają znaczenie dla ciężaru grzechu, a nie o opis całej sytuacji która wagi zła nie zmienia..

Myślę zresztą, że jeśli Pani powie na początku jak dawno nie była Pani w spowiedzi, to kapłan jakoś Pani pomoże. Mówił kiedyś znajomy ksiądz, że nic tak kapłana nie cieszy jak sytuacje, gdy ktoś po latach wraca do Boga. Ale jeśli boi się Pani, że w konfesjonale kapłan może jakoś Panią zlekceważyć czy coś takiego, to można wcześniej z księdzem na spowiedź się umówić. Uprzedzony, ze chodzi o spowiedź po latach na pewno będzie starał się być szczególnie delikatny...

Moim zdaniem trzeba więc zacząć od spowiedzi. To będzie zrobienie tego chyba najtrudniejszego, ale fundamentalnego. Wtedy i modlitwa łatwiej pójdzie i w kościele będzie się Pani czuła lepiej. Naprawdę.

Życzę powodzenia...

J.