Gość 05.07.2019 17:06

Szczęść Boże!

Bardzo proszę od odpowiedź na poniższe pytania. Bardzo prosiłbym o zakrycie pytania 3):

Od dzieciństwa moja relacja z Bogiem była dość trudna....

(...)

Serdecznie dziękuję za poświęcony czas. Zapewniam o pamięci w modlitwie.

Odpowiedź:

 Trudne to wszystko. Nie wiem czy jestem w stanie wiele poradzić...

Niechciane myśli. Pomińmy może kwestię nieczystych wyobrażeń, bo one komplikują jasny właściwie obraz tego, co jest  pokusą, a co grzechem, a chyba nie o takie myśli Ci chodzi. Pisałeś o obrazie Boga, pokusie przyjęcia Boga uniwersalnego. Pokusę od decyzji, że czegoś tam chcę odróżniamy po tym, czy to, co było pokusą realizujemy. Dodać trzeba  a jeśli nie realizujemy, to dlaczego.

Jeśli ktoś ma na przykład pokusę zrobienia krzywdy bliźniemu i "przychodzą mu do głowy" różne myśli, ale tych myśli nie chce,  nie ma zamiaru ich zrealizować, to zdecydowanie jest to pokusa. Jeśli więc np. ktoś taki modli się za tego, kogo te myśli dotyczą, mając okazję się zemścić nic złego nie robi, to na pewno nie zgrzeszył myślą przeciw temu człowiekowi. To była pokusa, która pokonał.

Jeśli nawet człowiek planuje zrobienie komuś krzywdy -  nie że te myśli niechciane przychodzą mu do głowy, ale faktycznie coś tam planuje -  to jeśli sam, dobrowolnie odstępuje od powziętego zamiaru, to to też najpewniej była tylko pokusa. Bo zmiana decyzji pokazuje, że człowiek tak ostatecznie jeszcze jej nie podjął.

Za grzech można by natomiast uznać taką sytuację, gdy ktoś planuje zrobić krzywdę, planuje jakąś zemstę, ale nie dochodzi do tego z przyczyn obiektywnych. Np. nie pojawia się okazja, np. splot okoliczności sprawił, że do przewidywanej okazji nie doszło. Jak w sytuacji planowania kradzieży, gdy złodziej liczył, ze nikogo nie będzie w domu, a pod domem widzi, że jednak ktoś jest...

Za grzeszną można uznać tez taką sytuację, gdy ktoś "mści się w myślach". Od początku wie, że nie jest w stanie swojego pomysłu wprowadzić w życie, ale wyobraża sobie jaki to byłby okrutny dla bliźniego. W tym ostatnim wypadku nie przesadzałbym jednak z surowością oceny. Taka postawa szkodzi człowiekowi zatrutemu takimi planami, ale jeśli to coś jednorazowego, chwilowego, to większego problemu nie ma...

Słowem: to że nachodzą Cię myśli  odnośnie do odrzucenia Boga chrześcijańskiego, a przyjęcia "Boga uniwersalnego" nie jest grzechem. Ty ich nie chcesz. A najlepiej pokazuje to fakt, że nigdy nie wprowadziłeś ich w życie, a raczej starasz się wszystko jakoś dobrze w swojej głowie i w swoim życiu układać...

2. Czy bycie w stanie łaski uświęcającej wpływa na wysłuchanie przez Boga... W teologii przyjęło się, że tak. Że wysłuchana to może być wtedy głównie modlitwa o nawrócenie, przyjęta prośba o przebaczenie, ale to pewnie mocne uproszczenie. Dlatego, że Bóg patrzy daleko. I może nie chodzić mu tylko o doprowadzenie kogoś do spowiedzi, ale o autentyczną przemianę życia, która wymaga lat. Może wiedzieć - ja nie wiem, bo przecież nie jestem Bogiem, ale tak przypuszczam - że wysłuchanie jakieś konkretnej prośby nawet największego grzesznika może w konsekwencji zaowocować jakimś wielkim dobrem. Myślę więc, że nie należy myśleć, że trwającego w grzechu Bóg nigdy nie wysłucha. Owszem, zawsze trzeba sie starać być jak najbardziej po myśli Bożej. Ale to nie działa tak, ze świętego Bóg zawsze wysłucha, a grzesznika nigdy. Zresztą z tym wysłuchiwaniem świętych różnie bywa. Choćby z tego powodu, że ludzie mylą świętość z twierdzeniem że nie popełnili grzechu. Tymczasem to czasem "święci z braku okazji", których serca są bardzo daleko od Ewangelii i od miłości Boga. A grzechów zaniedbania mają całą masę. "NIc nie zrobiłem" - tłumaczą sobie. No właśnie, nic. Nic dobrego też...

3. Pragnienie męskiej przyjaźni, poklepania po ramieniu zamiast "kobiecego" zatroskania...  To nie tylko nic złego, ale jak najbardziej zdrowego. Mężczyzna tak już jest stworzony, że zasadniczo lepiej dogaduje się z innym mężczyzną, niż z kobietami. Zwłaszcza gdy chodzi o podejmowanie jakichś zadań, wspólne działanie czy dyskusje "o świecie". Nic w tym złego, że chce takiego męskiego towarzystwa. Dzisiejsze czasy spowodowały, że zwrot "męska przyjaźń" źle się kojarzy, ale to na pewno rzecz dobra i wartościowa, pozwalająca mężczyźnie wzmacniać się w swojej męskości. To zasadniczo jest dobre, choć oczywiście może w niektórych wypadkach prowadzić na manowce. Ale zasadniczo jest to dobre. Nie ma więc obaw: to żaden, najmniejszy nawet grzech.

J.