PD 21.06.2019 16:24

Mam pytanie, które pojawiało się co prawda wiele razy, ale jednego wciąż nie rozumiem i powoduje to u mnie dużą frustrację (leczę się z powodu nerwicy natręctw, co też nie pomaga). Chodzi mi o to co wolno w małżeństwie. Tutaj najczęściej cytowany jest podręcznik ks. Kokoszki (do którego nie mam zastrzeżeń), ale jeżeli poszukać głębiej to można powiedzieć - co teolog to opinia. Ks. Kokoszka dopuszcza w zasadzie wszystko, pod warunkiem zachowania szacunku dla małżonka i otwartości na życie, podobnie o. Knotz (choć jest bardziej powściągliwy jeżeli chodzi o myśli dotyczące współmałżonka) i mój spowiednik. Niektórzy jednak argumentują, że św. Alfons i św. Tomasz, też znani teolodzy wprost określali np. pieszczoty oralne jako grzech przeciw naturze (nawet gdy były tylko elementem gry wstępnej). Inni idą jeszcze dalej twierdząc, że wszelkie pieszczoty miejsc intymnych to de facto masturbacja, która jest wewnętrznie zła. O. Jacek Salij pisze, że koniec końców to kwestia wewnętrznych ustaleń w małżeństwie. No i teraz pytanie jak to ugryźć i kogo słuchać? Bo czuję się trochę jak w markecie z wersjami moralności - dla każdego można dobrać odpowiednią interpretację, ale przecież nie o to chodzi.

Odpowiedź:

Przychylam się do opinii tych, którzy dopuszczają wszystko co nie jest realizacją jakichś perwersji, byle stosunek nie wykluczał możliwości poczęcia. Myślę, że dotykanie ciała może być w pewnych sytuacjach zabarwione perwersją, stąd rację chyba o. Salij pisząc o ustaleniach.

J.