PD 22.04.2019 23:07

Chciałbym zapytać o kwestię wynagradzania drobnych szkód. Odpowiadający pisał kiedyś, że odwoływanie oszczerstwa w błahej sprawie nie jest konieczne bo może przynieść więcej szkody niż pożytku. Zastanawiam się jak to jest w przypadku kradzieży. Nie chodzi mi o taką bezpośrednią jej formę, ale np. jeżeli zdarza mi się, że przez moje niedbalstwo, nie przygotowałem dokumentów na czas i jakaś osoba musiała po nie przyjechać innego dnia (dodam, że mieszkająca w okolicy - nie na drugim końcu Polski), no to ponosi stratę - koszty dojazdu, czas. Mimo to absurdalne wydaje mi się proponowanie jej zwrotu pieniędzy za zużyte paliwo (z tego co pamiętam pytałem kiedyś o coś podobnego spowiednika i on podzielił moje zdanie). Drugą kwestią która mnie zastanawia, to błąd - niezawiniony. Jeżeli jeden człowiek ponosi stratę na skutek pomyłki innego. Dajmy na to potknę się i niechcący stłukę komuś wazon - niby nie ma grzechu, ale jednak zaproponowałbym odkupienie go... Jak to widzi Odpowiadający.

Odpowiedź:

Wydaje mi się, że w konkretnych wypadkach zawsze warto spytać spowiednika. W sytuacji niedbalstwa w przygotowaniu dokumentów faktycznie nie zawracałbym nikomu głowy żądaniem zwracania za benzynę czy bilet. Może się jednak zdarzyć, że takie nieprzygotowanie na czas dokumentów naraża kogoś na bardzo poważne straty. I tu już należałoby spytać, czy faktycznie nie powinno się pomyśleć o jakieś formie zadośćuczynienia. Tu jednak pewnie pojawi się inny problem: jak przy dużych stratach szkodę wyrównać bez popadnięcia w długi do końca życia. Tego też trudno żądać...

Co do wazonu... Zgadzam się, wypadałoby zaproponować odkupienie. Podobnie jak nieraz w moim środowisku robili chłopcy kopiący piłkę, gdy zbili komuś szybę. Też jednak mogą zdarzyć się sytuacje, że ktoś nie jest w stanie zwrócić, bo niechcący poczynił bardzo wielkie szkody. Od takich sytuacji najczęściej zresztą się ubezpieczamy (wypadki komunikacyjne).

Generalnie widziałbym to tak, ze im bardziej jakiś czyn jest kradzieżą, a nie zaniedbaniem czy zniszczeniem czegoś niechcący, tym pewniej należy zadośćuczynić przez zwrot. No i obowiązek zwrotu jest zawsze poważniejszy, gdy chodzi o kradzież dobra komuś konkretnemu, nie okradanie społeczeństwa - miasta, państwa itd. Dochodzi tu jeszcze jedno: czy to zwrócenie jest możliwe. Czasem złodziej, który ukradł wiele, już tych rzeczy czy pieniędzy nie ma i nawet nie ma z czego zwrócić. Wtedy też należałoby na kwestię zadośćuczynienia spojrzeć łagodniej, zastępując ją jakimś innym działaniem. Na pewno jednak nie może być tak, że złodziej spokojnie korzysta z owoców kradzieży, gdy tymczasem prawowity właściciel jest swojego pozbawiony. Tu nie ma najmniejszych wątpliwości co do formy zadośćuczynienia: trzeba zwrócić i koniec.

Wydaje mi się, że trudno jednak ustalać tu jakieś sztywne zasady. Dlatego o ile ktoś nie naprawia krzywdy wprost, zawsze warto porozmawiać o tym ze spowiednikiem...

J.