Gość 29.03.2019 07:18

Witam
jestem w związku małżeńskim, ale od jakiegoś czasu nie mieszkamy razem i nie możemy się dogadać, różnica zdań i charakterów jest zbyt ogromna. Każda rozmowa w ramach dogadania się kończy się kłótnią. To już trwa dłuższy czas... i raczej nie ma widoku żeby się to dobrze skończyło. W dodatki on pali zioło...i nie widzi w tym nic złego i w żaden sposób nie można mu tego wybić z głowy. Nie ufam mu już bo z tego powodu było mnóstwo kłamstw...nie mam gniewu w stosunku do męża...
Czy można przystąpić w takiej sytuacji do komunii.... jak się z tego wyspowiadać? Co robić?

Odpowiedź:

Wolałbym, żeby tego typu dylematy rozstrzygał spowiednik. Ja nawet nie mam możliwości dopytania. Ale gdyby było tak, jak to Pani przedstawiła, to bym problemu z przyjmowaniem Komunii, oczywiście po spowiedzi, nie widział.

Rozejście się z mężem czy żoną samo w sobie grzechem właściwie jeszcze nie jest. Separacja jest w Kościele dozwolona. Istotne są tu powody dla których nie jesteście razem, czy jest chęć i możliwość dogadania się. Czyli - ogólnie - jak wielka jest wina tej czy drugiej strony. Piszesz o kłamstwach męża, o narkotykach.To faktycznie może bardzo utrudniać powrót do normalności i nie dziwi, że z kimś takim nie chcesz żyć od jednym dachem. Masz prawo uciekać przed kimś, kto jest dla Ciebie niebezpieczeństwem. Nie tylko gdy chodzi o zagrożenie fizyczne, ale też psychiczne czy duchowe. Bo psychicznie tez można się nad bliźnim znęcać...

Podsumowując: Najlepiej gdyby w tej sprawie zdecydował spowiednik. Musiałby wiedzieć, czy nie ma w tych waszych problemach także jakieś Twojej wielkiej winy (choć te narkotyki wiele tłumaczą). Jeśli nie jesteś sprawcą, a zasadniczo ofiarą tej sytuacji to nie powinno być problemu z przystępowaniem do Komunii.

J.