Gość 01.01.2019 15:09

Mój chłopak nazywa siebie satanistą. Co prawda nie należy do żadnej sekty, nie uczestniczy w,, czarnych mszach", a jedynie tak siebie nazywa. Kiedyś codziennie chodził do kościoła i dużo się modlił, ale zachorowała bliska osoba z jego rodziny i jak twierdzi,, Bóg nie przyszedł z pomocą". Co prawda jeździ na oazy co tydzień i obiecał mi, że spróbuje powrócić do Boga chociaż będzie mu ciężko jednak ostatnio zmienił zdanie. Powiedział, że zaakceptuje każdą religię, ale do kościoła chodzić nie zamierza. Dodam, że moi rodzice o tym nie wiedzą, bo zabroniliby mi się z nim spotykać. Siłą go nie będę nawracać, ale czy można mu jakoś pomóc?

Odpowiedź:

Moje doświadczenie życiowe uczy mnie, że jeśli ktoś tak sprawę wiary postawił, to lepiej się z nim nie wiązać. Ukochana osoba to czasem ostatnia, której człowiek zawzięty w swoim postanowieniu chce słuchać.

Czy można mu pomóc, jakoś inaczej niż bardzo ważną w takiej sytuacji modlitwą oczywiście... Przede wszystkim on musi chcieć pomóc sam sobie. Bo dopóki będzie uważał, że Bóg źle postąpił nie wysłuchując prośby po jego myśli, dopóty będzie myślał, ze ma prawo odpłacać Bogu pięknym za nadobne. Z czasem zresztą pewnie znajdzie ku temu nowe powody.

Gdybym to ja miał z kimś takim rozmawiać, to przede wszystkim pytałbym go, czy jest pewny, że śmierć tej bliskiej osoby, to z perspektywy wiary złe rozwiązanie. Ale pytałbym ostrożnie, bez próby narzucania swojego zdania, bo to pewnie nic by nie dało. On musi sam odkryć, że być może z perspektywy wieczności ta śmierć, to dobre rozwiązanie. Czasem ludzie mówią, jak to modlili się o życia dla swoich bliskich, wręcz szantażowali Boga. A gdy wysłuchał okazało się, że gdyby ten człowiek wtedy odszedł, to odszedłby w znacznie lepszym dla siebie momencie. Opowiadali o odejściu od Boga tak cudownie uzdrowionych, o tym jak dokonywali głupich wyborów... To słaby argument, bo nigdy nie wiemy, jak by się czyjeś życie potoczyło, ale wiara każe nam wierzyć, że Bóg jest dobry. I choć czasem prowadzi nas trudnymi ścieżkami, to wie co robi. Wie, że właśnie ta ścieżka, a nie inna, łatwiejsza, prowadzi do szczęśliwej wieczności...

Ja to wiem, pewnie Ty też to wiesz. Wiedzą w teorii wszyscy. Ale czy przyjmie Twój chłopak, nie byłbym pewien. Gdyby to było takie proste, pewnie sam by to sobie już tak wytłumaczył. Nie liczyłbym więc, że takim argumentem go przekonasz...

J.