Gość 21.11.2017 21:30

Szęść Boże!

Chciałbym podziękować za odpowiedź na moje poprzednie pytanie, o nieskromne żarty. Mobilizująca odpowiedź według mnie pomogła - staram się patrzeć rozumem, a nie co mi mówią różne myśli.

Chciałbym zadać jeszcze serię w miarę krótkich pytań, mam nadzieję, że uspokoją mnie już kompletnie :)

1. Jak to jest z uczciwością odnośnie czasu pracy? Jestem programistą, siłą rzeczy kusi żeby czasami wejść na jakąś stronę niezwiązaną z tym, co teraz robię, nie mówię, że grzeszną - ot choćby portal społecznościowy, czasami zdarzają się kawy dodatkowe. Sumarycznie jednak przekraczam czas pracy wskazany w ustawie. Jeden mój znajomy mówi mi, że zapisuje sobie tyle, ile wychodzi, "żeby nie przeginać", tzn. na przykład obiad godzinny nie zaloguje, ale jak z dodatkowych przerw wyjdzie np. pół godziny, to ignoruje takie coś i normalnie wlicza w czas pracy, bo "bez przesady". Czuję się nieswojo, że to jednak ciut nieuczciwe, z drugiej strony i odpoczynek dla mózgu się przyda, a na kawach więzy koleżeńskie w pracy się zacieśniają, co jest istotne przy długich projektach. Czy mam raczej starać się przestrzegać czasu przerw z ustawy, czy nie jest grzechem też podejście kolegi, czyli "byle nie przeginać"? Dodam, że szef nigdy nie zwracał nam uwagi, ale też nie kontroluje nas, więc nie mogę tego traktować jako wyroczni.

2. Czy modlitwa np. w tramwaju, gdzie co chwilę się rozpraszam, czasami przerywam i mówię coś do osoby obok, nie jest przypadkiem lekceważącym podejściem? Dojeżdżam ok 20 minut tramwajem, świetny czas niby żeby zmówić chociaż cicho, w myślach Koronkę lub Różaniec, ale ciągle mnie coś rozprasza i czuję jakbym niepoważnie podchodził do modlitwy. Niemniej, staram się olewać takie myśli i się modlić, natomiast odpowiedź mnie uspokoi :)

3. Mam pewne problemy z wymówieniem niektórych słów, np. królestwo niezbyt dobrze wymawiam i często to prowokuje myśli że mówię "kur...stwo". Oczywiście staram się odrzucać te myśli, wiem, że to tylko pokusa, ale pojawia się lęk, że może w takim razie nie mówić różańca, w którym w Ojcze Nasz ten zwrot się pojawia, żeby nie ryzykować grzechu i np. zamiast tego zmawiać Koronkę. Wydaje mi się to jednak absurdalne i dlatego mimo wszystko zmawiam Różaniec. Czy moja postawa jest dobra? Niby zwiększam ryzyko pokusy do wulgarnego nazwania. Mimo że to nie jest ode mnie, to jednak ja się jakoś mogę przyczyniać dając pretekst.

4. Ostatnie pytanie :) Choć bardzo podobne do poprzedniego. Jak to jest z prowokowaniem sytuacji, gdzie może być grzech? Mam na myśli taką sytuację: idę do sklepu. Jest tam taka baaaardzo ładna kasjerka, która, mówiąc wprost, bardzo mi się podoba. Nieraz ubiór czy inne uwarunkowania, jak po prostu wysokie napięcie, powoduje, że pojawia się we mnie napięcie i potem często atakują wulgarne, pożądliwe myśli, także po skończeniu zakupów. Wiadomo, idę po to, żeby coś kupić, ale czasami nie wiem czy nie warto jednak iść do sklepu dalej albo wychodzić zaraz jak ją zauważę... Trochę to niemądre się wydaje, bo przecież złej intencji nie mam, a nie przerywam czynności, czyli zakupów, bo same w sobie złe chyba nie są, a napięcie staram się odrzucać. Natomiast z drugiej strony - wiem, że pokusa może się pojawić. Czasami wręcz specjalnie chodzę jak mam zły humor, bez potrzeby kupienia czegoś konkretnego, bo jej uśmiech mnie rozwesela, a i czasami miło porozmawiamy, po prostu jest to osoba do rany przyłóż. :) Niemniej - czy takie ryzykowanie pokus, grzechu, jest samo w sobie grzechem? Czy zawsze muszę przerywać czynność, jeżeli niezamierzenie powoduje napięcie, czy jednak mogę kontynuować starając się odrzucić powstające napięcie? Czasami udawało mi się "stłamsić" tak napięcie, które mimowolnie się pojawiło, więc jest to możliwe, ale nie zawsze 100% skuteczne.

Podobnie mają się sytuacje z materiałami w sieci, nieraz coś otwieram i mam nadzieję, że przecież wulgarne być nie powinno, więc olewam powstające napięcie i oglądam dalej próbując odrzucić napięcie, przerywam oglądanie dopiero jak widzę, że to napięcie ewidentnie wzrasta i to już nie jest tylko "lekkie uczucie w tle". Niemniej, prosiłbym o rozdzielenie w odpowiedzi te sytuacje jeżeli różnią się czymkolwiek, bo o ile do sklepu chodzę wciąż, to z materiałami w sieci staram się nie ryzykować, a mimo wszystko łatwiej zrezygnować z oglądania np. serialu czy jakiś żartów.

Bardzo proszę o udzielenie rad, które mam nadzieję zaspokoją moje serce, które może czasami jest dla siebie zbyt surowe, a czasami zbyt pobłażliwe. Ostatnia odpowiedź mi pomogła, widzę, że inaczej patrzę na swoje postępowanie, dlatego proszę tylko o zweryfikowanie, czy w innych sytuacjach moje myślenie też już jest w porządku.

Bóg zapłać!

Odpowiedź:

1. Hmm.. Ja też pracuje umysłowo. I czasami wstaję od biurka i robię coś innego. Na przykład rozmawiam z kimś. Niekoniecznie na tematy związane z pracą. Czy wtedy nie pracuję?

Moim zdaniem nie ma to znaczenia. Wstaję, żeby przewietrzyć umysł. Kiedy człowiek np, pospaceruje 2 minuty po korytarzu, a potem siada do komputera robi co miał zrobić znacznie szybciej, niż gdyby nie wstał, a mącząc się ciągnął swoją robotę.

Można godzinami gapić się w monitor i nie zrobić nic albo prawie nic. A przychodzi moment, że w pół godziny robi się to, co zwykle zajmuje dwie godziny. Tak bywa w pracy twórczej. Wydaje mi się, że i Ty nie powinieneś przesadzać. Dopóki "jesteś w pracy", to znaczy ciągle jesteś gotów za moment wrócić do pracy, wszystko jest OK. Kończysz pracę, gdy ją odstawiasz. Co nie znaczy przecież, że nagle w domu, w wannie, jakiś pomysł nie przyjdzie do głowy, prawda? A przecież to poza godzinami pracy...

Wydaje mi się, ze racje ma kolega: jak idzie na godzinę gdzie indziej, odlicza. Jak robi krótkie przerwy - nie odlicza, bo to cały czas jest praca. Zresztą i ten godzinny obiad można by tak potraktować... Ostatecznie i tak liczy się nie ile się siedziało, a co się zrobiło, prawda?
 

2. Byli sobie jezuita i franciszkanin. Obaj byli nałogowymi palaczami. I obaj mieli kłopoty z wytrzymaniem bez palenia w czasie odmawiania brewiarza. Postanowili więc zadać Stolicy Apostolskiej podobne do Twojego pytanie. Czy grzechem by było, gdyby modlitwę połączyli z paleniem. Spotykają się po pewnym czasie. Franciszkanin smutny, bo na swoje pytanie dostał odpowiedź, ze to bluźnierstwo i świętokradztwo. Jezuita się dziwił: on otrzymał odpowiedź, ze to bardzo chwalebne. - Ty, a jak zadałeś to pytanie - spytał w końcu jezuita franciszkanina. - No, spytałem - odpowiada tamten - czy mogę podczas modlitwy palić. -A, to głupio spytałeś! - odparł jezuita! Trzeba było spytać jak ja: czy podczas palenia mogę się modlić!

Podobnie jest z Twoim pytaniem. Pytasz czy podczas podróży do pracy możesz się modlić. Odpowiedź brzmi: tak, oczywiście, to chwalebny pomysł. Nawet jeśli masz rozproszenia. Ale gdybyś zapytał, czy możesz podczas modlitwy zerkać na telewizje, odpowiedź byłaby inna. Po prostu wszystko zależy od tego, co w danym momencie jest Twoim głównym zajęciem... Kiedy jedziesz do pracy, to jedziesz do pracy. Ale gdybyś po drodze wszedł do kościoła, to oczywiście ten czas powinieneś spędzić pobożnie, a nie na rozmowie przez telefon. Bo wchodząc do kościoła zdecydowałeś się modlić, a nie robić co innego...

3. Oczywiście, dobrze robisz. Myślę, że to skojarzenie - też mi znane - jest wręcz szatańską pokusa, która miałaby cie odciągnąć od modlitwy. Nie ulegaj jej.

4. Myślę, że podniecenie z powodu spotkania z kimś, kogo się lubi zasadniczo różni się od podniecenia pełnego pożądliwości. Jasne, jedno z drugim może się wiązać. Ale nie nawiążesz ze znajomą czystych relacji, jeśli ciągle będziesz się bał, że są pokusą do złego. Mów pokusie "nie", ale te czyste relacje bez obaw kontynuuj.

Co do materiałów w sieci... Z tego co piszesz wychodzi na to, że dobrze sobie z problemem radzisz. Oglądasz i tylko gdy widzisz, że jednak to wszystko idzie w złym kierunku - rezygnujesz. I tak powinieneś do sprawy podchodzić. Ciągła obawa, że tu będzie coś nieskromnego albo tam też nie może paraliżować Twojego działania. Tylko gdy widzisz, ze obawa zaczyna się spełniać odrzucaj to. Tak zresztą robisz i tak jest dobrze.

J.