Gość 02.10.2015 20:20

Mam pytanie dotyczące świata po zmartwychwstaniu.Skoro ten świat zostanie przemieniony to będzie mniej więcej tak samo tylko,że bez grzechu cierpienia,zła śmierci itp? Czyli to co budujemy,tworzymy zostanie przeniesione do Nowego Nieba i Nowej Ziemi? Czy nasze ciało zmartwychwstałe będzie bardziej duchem niż ciałem materialnym?Czy pragnienia i marzenia Tam się spełnią?

Odpowiedź:

Nie sposób odpowiedzieć na tak postawione pytanie, bo nikt z żyjących nieba nie widział. Ale możemy przypuszczać, że tamten świat będzie przynajmniej tak piękny jak ten, który jest nam dany teraz. I na pewno nie będzie w nim żadnego zła, chorób czy śmierci...

Czy przetrwają nasze dzieła... Miłość na pewno. Ale np. domy? Nie wiem. Może odmienią nam się gusta i spodoba nam się jakiś inny, niebiański?

Jakie będą nasze ciała... Chrześcijanie wierzą "w ciała zmartwychwstanie". Nasze ciała będę podobne do Ciała zmartwychwstałego Jezusa.  Będą materialne. Ale, jak wiadomo, Jezus choć miał takie ciało umiał przechodzić przez zamknięte drzwi...

Czy spełnią się nasz pragnienia... Niegodziwe na pewno nie. A co do reszty trudno powiedzieć...Ti podobnie jak z tymi domami: być może w niebie zmienią się nasze pragnienia. I będziemy spełniali nowe, znacznie bardziej śmiałe...

Ot, przykład z życia. Jako dziecko marzyłem przez jakiś czas o motorowerze. Ale gdy przyszło konkretne pytanie rodziców odpowiedziałem, ze mi nie zależy. I nigdy motoroweru nie miałem ani już o nim nie marzyłem. W niebie morze byc podobnie: nagle odkryjemy, że te nasze ziemskie marzenia były głupiutkie, mało dojrzałe.... I już nie będziemy pragnąc tego, czego pragnęliśmy na ziemi...

J.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać