Gość 23.09.2014 13:54

Szczęść Boże!
Gdzie leży granica między obgadywaniem/stawianiem kogoś w złym świetle a chęcią "wygadania się" rodzicom czy przyjaciółce?

Moja teściowa jest bardzo specyficzną osobą, może nie taką typową teściową z najgorszych opowieści, ale mam jej wiele do zarzucenia. Niektóre jej zachowania doprowadzają mnie do szewskiej pasji, inne zwyczajnie bolą. Nie mam wsparcia w mężu - nie reaguje, nie odezwie się w mojej sprawie, jedynie powie zdawkowo, że przeprasza za mamę, że ona taka jest, radzi mi, żebym się nie przejmowała. Jeśli po jakimś incydencie staram się wszystko ukryć w sobie, moja niechęć, wręcz wrogość wobec teściowej rośnie. Jeśli z kimś porozmawiam o tym, co się stało, łatwiej mi teściowej darować. Tyle tylko, że po tym, jak opowiem, co się stało, mój rozmówca najczęściej mocno krytykuje teściową (niekulturalna, prymityw, głupia baba itp). Co zatem robić?

Odpowiedź:

Chyba najlepiej znaleźć do tego typu żalów rozmówcę, który będzie umiał być w sprawie bardziej delikatny. I nie będzie wypowiadał tak ostrych sądów. Zasadniczo jednak takie wyżalanie się komuś bliskiemu, jak człowiek już nie umie wytrzymać, nie jest grzechem obmowy. To raczej wołanie o ratunek w sytuacji, w której trudno wytrzymać... Chgodzi wtedy o to, by nie rozpowiadać o czyichś wadach na prawo i lewo, komu popadnie...

A męża chyba trzeba zrozumieć... Matkę człowiek zawsze chce chronić. Nawet jak ma paskudny charakter. I to w sumie dobrze...

J.