Gość 27.06.2014 12:38

Mam takie pytanie. Czy człowiek może odczuć działanie Ducha Świętego? Jeśli tak to w jaki sposób? Czasem na Mszy św. kiedy śpiewam pieśń, np. właśnie do Ducha św. czuję zazwyczaj radość, a na rękach taki powiew zimna, po którym czasami mam nawet dreszcze. Czy to może być Duch Święty? Pamiętam na bierzmowaniu towarzyszyły mi całkiem inne odczucia: było mi ciągle gorąco, zwłaszcza po samym sakramencie, ale ta radość pozostała. Czy to mogą być jakieś znaki obecności Ducha Świętego, czy wręcz przeciwnie?
Jeszcze mam jedno podobne pytanie. Na Mszy św. czasami czuję w duchu, że nie mogę przystąpić do Komunii chociaż wydaję mi się, że jestem w stanie łaski uświęcającej. Czy to szatan próbuje mnie jakby zatrzymać przed przyjęciem Jezusa do serca, czy to sumienie mi coś wyrzuca?

Odpowiedź:

1. Działanie Ducha Świętego rozpoznajemy po owocach, nie po zimnych czy ciepłych rękach. Chodzi o radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie, miłość... Znamienne, że często nie pozwala to niczego ocenić natychmiast. Dopiero po czasie widzimy ku czemu zostaliśmy pchnięci.

2. Jeśli sumienie mówi CI, że nie popełniłaś grzechu ciężkiego, nie rezygnuj z Komunii. Odczucia przeciwne traktuj jako pokusę...

Najważniejsze.... Wpadłaś w pewna pułapkę. Otóż za miernik działania Bożego uważasz zmienne uczucia. I to nawet takie prozaiczne jak odczuwanie ciepła czy zimna. Tymczasem żeby dotrzeć Boże działanie trzeba kierować się bardziej rozumem, trzeba kierować wolę ku temu co dobre. Wtedy na pewno robimy to, czego chce Bóg. Kiedy kierujemy się odczuciami - Bóg chce, żebym jeszcze dłużej poklęczała na modlitwie czy poszła do Kościoła - prowadzi na dłuższa metę do absurdów. Bóg chce, żebym się podrapała po głowie, Bóg chce, żebym zagadała do tego chłopaka i nie wiadomo co jeszcze. Problem robi się jeszcze większy, gdy pozytywne uczucia znikają. Wtedy człowiekowi wydaje się, że Bóg go opuścił. A przecież tak wcale być nie musi. W pewnym sensie Bóg opuszcza człowieka, gdy ten ciężko grzeszy. Ale nie ma co wpadać w rozpacz, gdy "nie czuję" Go. Przecież On jest. I jeśli kocham - swoich bliźnich - na pewno jest ze mną, bo przecież obiecał. 

J.