Gość 25.01.2014 17:19

Szczęść Boże.

Nie jest to pytanie, ale przesłanie do wszystkich czytelników serwisu. Zwłaszcza tych cierpiących na niepłodność. Wierzę, że administrator opublikuje moje świadectwo gdyż jakiś czas temu pisałem tutaj z pytaniami niejako żaląc się na naszą niepłodność w małżeństwie i prosząc wszystkich czytelników i odpowiadającego o modlitwę. Niniejszy list jest podziękowaniem za tę modlitwę.

Lekarze orzekli, że oboje z żoną nie możemy mieć dzieci i jedyną szansą jest In vitro. Radziliśmy się kilku lekarzy w różnych klinikach i odpowiedź zawsze była taka sama. In vitro albo żadnych szans. Po kilku latach pogodziliśmy się z takim stanem rzeczy. Pomyśleliśmy „niech się dzieje wola Twoja”. Jedyna nadzieja jaka nam pozostała to różaniec. Codziennie z prośbą o to samo. Wiedzieliśmy, że potrzebny nam jest cud.

Po jakimś czasie boska opatrzność sprawiła, że natknęliśmy się na metodę zwaną naprotechnologią. Z początku nastawieni bardzo sceptycznie udaliśmy się do lekarza. I co mnie bardzo zdziwiło, lekarz nie powiedział, że potrzebne jest In vitro, inseminacja czy inne metody, ale że potrzebna jest modlitwa i różaniec. Bo on może pomóc, asystować, ale tylko Bóg może nas uzdrowić i dać nam dziecko. Mówił „wiecie kogo prosić” i z uśmiechem pokazywał palcem ku górze:). Poddaliśmy się leczeniu. Nigdy w życiu żaden lekarz nie zajął się nami tak starannie. Miesiąc po miesiącu wykluczaliśmy kolejne możliwe przyczyny niepłodności. Nie dajcie sobie wmówić, że naprotechnologia to tylko obserwacja. Tak powinno wyglądać leczenie u każdego specjalisty. Z każdej wizyty wychodziliśmy pełni nadziei. Taki lekarz to skarb:)

W międzyczasie trafiliśmy w sieci na różne kazania i nauki ojca Szustaka (langustanapalmie.pl). Dzięki jego naukom szczerze uwierzyłem w obietnicę, by prosić z ufnością i czystym sercem, a na pewno się otrzyma. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Po prostu miałem pewność, że musimy zwyczajnie jeszcze poczekać, ale Bóg na pewno nam da to o co prosimy. A jeśli nie, to da nam coś jeszcze lepszego, bo On wie, co jest dla nas najlepsze. Od tego momentu byłem już taki spokojny. Zaufałem Bogu bez reszty. Przeżyłem też swoiste nawrócenie. Zawsze uważałem się za katolika, chrześcijanina, ale zrozumiałem jak daleko byłem od Boga. Moja wiara była jedynie wydmuszką.

Po roku leczenia w Napromedice, pewnego dnia, jak się zbliżał termin miesiączki coś mnie tknęło żeby zrobić test ciążowy. Akurat jeden był w domu. Wyszedł negatywnie. Żona jak zwykle się zasmuciła. Ale myślę sobie. No niemożliwe. Przecież czuję wewnętrznie że coś się zmieniło. Czuję to tchnienie. Ciężko mi to opisać. Ubrałem się i poszedłem do apteki po jeszcze jeden test przekonany że mam rację. Namówiłem żonę na ponowne przeprowadzenie testu i bum:) Wynik pozytywny. Od razu do lekarza i na USG widzimy fasolkę:) Nie wiem kto się bardziej cieszył, my czy lekarz:) Tego się nie da opisać. Mamy upragnione, wymodlone dziecko.

Chciałem wszystkim czytelnikom i odpowiadającemu z całego serca podziękować za modlitwę, o którą tutaj kiedyś prosiłem. I chciałem przekonać wątpiących i niedowiarków. Uwierzcie! Różaniec w dłoń, czyste serce, otwarty umysł i ufność w Panu. Warto prosić. I czasami warto cierpieć. Cierpienie jeśli się je ofiaruje w jakiejś intencji ma głęboki sens (i nie boli tak bardzo:)). Bóg naprawdę słucha. I nie ważne jakie nieszczęście was spotkało i jak beznadziejna wydaje się sytuacja. Dla Boga po prostu nie ma rzeczy niemożliwych.

Na koniec chciałem raz jeszcze prosić o modlitwę za zdrowie mojego jeszcze nienarodzonego dziecka, prawdopodobnie syna, który czeka na przyjście na świat w brzuchu swojej szczęśliwej mamy:) Ze swojej strony obiecuję różaniec w waszych intencjach. Szczególnie w intencjach niepłodnych małżeństw. Zaufajcie Panu. Szczęść Boże.

Odpowiedź:

Zasadniczo czegoś takiego nie w tym miejscu nie publikujemy, ale w drodze wyjątku, gdy wieść jest tak radosna a jakoś czytelników serwisu mocno dotyczy...

J.