Gość 19.10.2013 23:58

1.Czy istnieją jakieś niepodważalne dowody na istnienie Boga? Od razu mówię, że chodzi mi o prawdziwe dowody, a nie takie, które da się racjonalnie wytłumaczyć:
-opętanie (choroba psychiczna)
-spoczynek w Duchu Świętym (hipnoza)
-wszechświat jakoś musiał powstać (ponieważ nic w przyrodzie nie ginie i w zasadzie niczego nie da się zniszczyć, ani stworzyć - wszechświat prawdopodobnie jest wieczny)

2.Skąd mamy pewność, że nasza wiara jest prawdziwa, a nie np. islam czy buddyzm? Czy po prostu mamy bezmyślnie wierzyć w to co mówią nam rodzice, a później księża? Gdyby tak było, to nie byłoby żadnych nawróceń, gdyż każdy bezmyślnie wierzyłby w to co akurat na danym obszarze w danej kulturze jest uważane za prawdę.

3.Co wyróżnia chrześcijaństwo od innych religii? Dlaczego ateiści czy muzułmanie mieliby się nawracać akurat na chrześcijaństwo?

PS: Proszę nie pisać, że dowodem na istnienie Boga jest odczuwanie Jego obecności (wmawianie sobie) albo dostrzeganie palca Bożego w swoim życiu na podstawie różnych zdarzeń (nie jest to żaden dowód tylko seria przypadków)

Od razu mówię, że jestem katolikiem i często rozmawiam z ateistami, którzy używają podobnych argumentów i coraz ciężej mi z nimi rozmawiać. Dziękuję za odpowiedź!

Odpowiedź:

1. A co byłoby dla Ciebie niepodważalnym dowodem? Gdyby ktoś powiedział, że Boga widział, to byś uwierzył? A gdybyś nawet sam zobaczył, nie pomyślałbyś, że miałeś halucynacje?

Z wyjątkiem tego, że każdy z nas istnieje nie ma "niepodważalnego dowodu" na nic. Kto odpowiedzialnie zaręczy że nie żyjemy w wielkim matrixie? Wszystko może być ułudą.

W Twoim pytaniu widać przy okazji pewne niepokojące założenie: prawdziwe jest tylko to, co potwierdzą nauki przyrodnicze. Tymczasem doskonale wiadomo, że rzeczywistość jest bogatsza niż obszar zainteresowań tych nauk. One odpowiadają na pytanie "jak". Nigdy nie mówią "dlaczego". A jeśli jakiś naukowe mówi "dlaczego", to wychodzi poza wyznaczone przez metodologię granice jego przedmiotu. Jego wypowiedź na ten temat ma taką sama wartość jak każdego innego człowieka.

Jak bardzo wiara w naukowość bywa zawodna świadczy choćby sprawa badania katastrofy smoleńskiej. W obu wydających werdykty zespołach zajmujących się jej wyjaśnieniem mamy ludzi z naukowymi tytułami. Sprzeczne wnioski do których dochodzą pokazują, jak słabe jest poznanie rzekomo "naukowe"; jak wiele zależy tu od wcześniejszej wiary lub jej braku...

Zresztą to nie jest jedyny przykład takiej sytuacji. Na początku XX wieku naukowcy wierzyli np. w to, że świat jest starannie uporządkowany i że wszystko da się kiedyś wytłumaczyć. Po czasie okazywało się nie tylko, że odpowiedź na jedno pytanie rodzi kilka następnych. To akurat nic takiego. Okazało się że naukowcy wszędzie gdzie natrafiali na ślady zjawisk nie pasujących do tego obrazu przezornie unikali tematu. Np. jak to tłumaczył Ian Stewart w książce "Czy Bóg gra w kości" długo unikali tematu matematyki chaosu. Wydawało im się, że takie sprawy jak np. przewidywania pogody czy ruchy gazów w chmurach burzowych to tylko kwestia wielkiego skomplikowania spowodowanego wielką ilością czynników które należy uwzględnić. A okazało się że problem w czym innym. Że nawet niewielka zmiana danych wyjściowych (np. różnice w temperaturze rzędu 0,0001 stopnia Celsjusza) daje w dalszej perspektywie zupełnie inny wynik końcowy. Jak to ujął autor x2 -1 prowadzi do chaosu (za X można podstawić 4,536534 albo 4,536535 i powtórzyć działanie z wynikiem kilkadziesiąt razy; najlepiej raz uwzględniają 10 miejsc po przecinku, raz 11).

Dlaczego o tym piszę? Naukowcy w sowich dociekaniach nie są wolni od pozanaukowych uprzedzeń...

2. Nie musisz wierzyć bezmyślnie. Możesz dociekać. Zobacz np. do artykułu "Czy Bóg istnieje?"

3. Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w drugiej części polecanego artykułu.

PS. Proszę mi nie pisać co mam pisać ;) Na szczęście nie napisałem. Uffff....

J.