pytająca 16.10.2013 23:24

Witam, ze względu na moją trudną i skomplikowaną sytuację dostałam przy ostatniej spowiedzi zgodę od spowiednika na stosunek przerywany (mąż jest osobą niepraktykującą i nasze małżeństwo przestawało istnieć, nie zgadzałam się na żadne zabezpieczenia i od dwóch lat odmawiałam mężowi współżycia, mamy już 3 dzieci, 2 straciłam,więcej choć bardzo bym chciała z różnych względów mieć nie możemy). Czy jeżeli dostałam taką zgodę i zgodnie z tym co mówił spowiednik mogę przystępować do Komunii, to przy następnej spowiedzi znowu mam nakreślić moją sytuację i pytać o zgodę znowu, czy tylko zaznaczyć, że taka sytuacja ma miejsce czy może nic nie mówić? Dodam, że nie mam stałego spowiednika, choć rozważam spowiadanie się właśnie u tego samego, nie wiem czy się uda...
2. Spowiednik ten jest dominikaninem, czy zakonnicy też są oddelegowywanie do innych zakonów w innym mieście? Tak jak wikariusze?
3. Czy jak się chce mieć stałego spowiednika to trzeba go o tym informować czy jak?

Bóg zapłać.. Jeżeli Odpowiadający uzna pierwszą część pytania za gorszącą proszę ukryć

Odpowiedź:

1. Skoro takie pozwolenie Pani otrzymała i w sumieniu jest przekonana o jego słuszności, nie widzę sensu wyznawania tego na kolejnej spowiedzi.
2. Zakonnicy też sa przenoszeni
3. Z kierownictwem duchowym mamy do czynienia wówczas, gdy obie strony wyrażą zgodę.

XWL.
 

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać