Karolina 25.11.2012 21:38

Chciałabym jeszcze raz poruszyć temat wolnej woli nadanej człowiekowi przez Stwórcę. Wpadł mi w ręce pierwszy numer "Egzorcysty". Po tej lekturze mam wrażenie, że jestem zupełnie bezwolna, zależna od latających wokół klątw, zależna od zachowań mojego otoczenia i przodków. Czy to prawda, że łaska Boża i przekleństwa "działają" pokoleniowo? Czy moja modlitwa w większym gronie (np. rodzinnym) ma większą moc niż gdybym modliła się w samotności? Czy muzyka, której słucham z dobrymi intencjami może wyrządzić mi duchowe spustoszenie, jeżeli autor miał taki właśnie zamiar?

W numerze opisane są różne przypadki opętań - nabytych np. w czasie seansów spirytystycznych, to znamienne. Ale jak do wolnej woli każdego poczętego człowieka ma się ten przypadek: kobieta została opętana przez bardzo silnego demona, egzorcyści podejrzewają, że przez samego Szatana, w momencie gdy jej matka przeklęła ją w łonie po nieudanym zabiegu aborcyjnym. Czy dzieci poczęte w prawidłowej relacji małżeńskiej mają większe szanse na zbawienie od tych z marginesu moralnego? Dlaczego moralność jest taka niedemokratyczna? Po co powoływane są (przez Boga) do życia takie jednostki, które nigdy w swoim życiu nie będą umiały kochać, które od dziecka uczone są zabijania, gwałtu, przemocy? Przecież to Boże stworzenia a z góry przeznaczone na potępienie.

A na koniec - czy można do raju dostać się "po znajomości" - tzn. z dwojga ludzi o podobnym statusie moralnym łaski dostąpi ten, za którego więcej i goręcej się modlono?

Odpowiedź:

Wydaje mi się, że z tym pytaniem powinien zapoznać się każdy, kto decyduje się na wydawanie takiego pisma, jak i wszyscy, którzy je zachwalają. Bo w tym pytaniu widać zagrożenie, jaką niesie ze sobą zainteresowanie diabłem.

Patrzenie na rzeczywistość duchową jedynie z perspektywy zagrożeń, to wielkie niebezpieczeństwo. Polegające właśnie na tym, o czym piszesz: na stworzeniu wrażenia, że jest się zabawką w ręku potężnych sił zła i właściwie niewiele można zrobić, bo wszystko ktoś już inaczej ustawił. To myślenie podobne do atmosfery, jaka rodzą pierwotne wierzenia afrykańskich. Te ludy też żyją w lęku: a to, ze naraziły się temu bóstwu, a to że innemu, a to duszom zmarłych a to jeszcze komuś innemu. Zafascynowanie złymi duchami i egzorcyzmami do tego w końcu prowadzi. Ludom Afryki głosi się, że Chrystus ich uwolnił spod władzy tych duchów. A my co? Chrześcijan Europy chcemy z powrotem pod ich władze wpędzić? Smutne, że to co w zamiarze ma być ostrzeganiem przed złem, prowadzi do beznadziei i lęku. To na pewno nie jest chrześcijańskie. Bo chrześcijanie wierzą w klęskę szatana, a nie w jego wszechmoc....

No właśnie. Chrześcijanie wierzą, ze zostali wyrwani z mocy zła. Że Chrystus odkupił ich swoja drogocenną krwią. Wierzą, że są w ręce tego, który jest mocniejszy od diabła. Bo tak faktycznie jest. Dlatego nie muszą obawiać się diabła i jego knowań. Niezależnie od tego, co się stało w przeszłości, powinni oddawać się Bogu. On może nas ochronić przed każdym złem. Jeśli ktoś w to nie wierzy, trudno powiedzieć, ze wierzy w Boga.

Nie można oczywiście wykluczyć, że diabeł może człowiekowi szkodzić czy go nękać. Jednak jeśli ktoś się modli, dobrze spowiada, przyjmuje Chrystusa w Komunii, dlaczego nie miałby być przed diabłem chroniony? Jeśli chroni przed diabłem woda święcona, to dlaczego nie modlitwa i Eucharystia? Przede wszystkim zaś wydaje się nieprawdopodobne, by takiego człowieka diabeł mógł opętać. Wiem, należę do starej szkoły. Ale uczyli mnie, że żeby diabeł opętał, ktoś musi mu mniej czy bardziej świadomie otworzyć furtkę. Twierdzenie, ze diabeł może opętać tego, który szczerym sercem poleca się Bogu brzmi niemal jak bluźnierstwo. A na pewno jest wyrazem niewiary moc Chrystusa.

Myślę, że jest w owym zainteresowaniu egzorcyzmami i diabłem jakiś diabelski chichot. "Widzicie, chcieliście mnie wyrzucać, ale nie jesteście w stanie; jesteście moi i nic was nie wyrwie z mojej ręki" - zda się mówić diabeł. Czy to jest chrześcijańskie? Naprawdę nie rozumiem, dlaczego niektórzy powołują się na prawdziwe czy rzekome słowa demonów z egzorcyzmów, jakby diabeł był głosicielem Ewangelii. Przepraszam, ale niezależnie od tego, co mówi diabeł, co chwali, a co gani, nigdy nie należy mu wierzyć. Bo nigdy nie wiemy kiedy mówi prawdę, a kiedy kłamie. Więcej: nigdy nie wiemy, jaka grę zaczyna z nami prowadzić. Dlatego najrozsądniej jest nigdy nie ujawniać tego, co podczas egzorcyzmu mówią demony. Bo to zawsze przynosi więcej szkody niż pożytku.

Dodam jeszcze jedno: codziennie modlę się "ale nas zbaw ode złego". Mam wtedy tez na myśli Złego. To dobra prośba. Sam Pan Jezus kazał mi tak się modlić. Więc myślę, że Ojciec ją wysłucha. Więcej ze Złym nie chcę mieć do czynienia. Wiem że jest dużo bardziej ode mnie inteligentny i sprytny, dlatego nie próbuję wchodzić z nim w jakieś rozgrywki. I tak bym jej przegrał, jak wiele razy przegrałem dyskutując z pokusą...

J.