Ach to ja! 03.07.2012 22:01

Chciałabym się o coś zapytać. Mianowicie chodzi mi o przekleństwo Boże polegające na "przesuwaniu miedzy". Zapewne Pan wie o co chodzi w stwierdzeniu, że przeklęty kto przesuwa miedzę bliźniego.
I teraz moje pytanie: jak daleko można się posunąć w realizowaniu tych słów.
Powiem o co mi chodzi na przykładzie. Powiedzmy, że Włosi wyrządzili mi jakąś krzywdę - więc aby nie przesunąć tej miedzy - nie modlę się za nich (czyli nie wynagradzam ich za ten czyn). Włosi odczuwają jakieś tam negatywne skutki.
I teraz nagle widząc to z drugiej strony ktoś obok zupełnie nieoczekiwanie może uznać mój czyn za "żydowskie zachowanie" - czyli oddawanie jakby Włochom.
Oczywiście nie jest to oddawanie, tylko brak nagradzania ich czynu względem mnie, ale czasem to tak może wyglądać. I teraz nie wiem - jak Bóg będzie traktować moje nie wynagradzanie ludziom za np. krzywdy mi wyrządzone - czy nie potraktuje moich zachowań za żydowskich posunięć (odpłacania złem za złe).
Wiem, że posłużyłam się w moich pytaniach wysnuwaniem założeń i stwierdzeń na poziomie prawie doktorskim (choć nie koniecznie po polsku) ale takie mam wykształcenie i tylko tak potrafię pisać, dlatego liczę na zrozumienie mojego pytania i odpowiedź.
Pozdrawiam

Odpowiedź:

Starotestamentalne "Nie przesuwaj miedzy" (np. Prz 23, 10 czy Pwt 19, 14) to ukonkretnienie przykazania "Nie kradnij". I chyba nie ma sensu rozciągać tego wskazania na kwestie jak odpowiadać na wyrządzone nam krzywdy...

J.