GośćMG 09.03.2011 12:51

Witam,

Mam prawie 23 lata, jestem katoliczką, chodzę do kosciola i przyjmuje sakramenty. 2 lata chodziłam z chłopakiem, przeżyłam z Nim swój pierwszy raz, duzo razu kłociliśmy się, mimo to ja chciałam nadal z Nim być. On ze mna zerwał pod koniec grudnia, ale daliśmy sobie jeszcze czas, żeby powrócić do siebie. Od 2 dni wiem, że nigdy z Nim nie bede bo on nie chce juz ze mną byc bo nie wierzy ze będzie między Nami dobrze. (dodam, że od kilku lat nie chodzi do kosciola, wierzy w Boga ale nie przyjmuje sakarmentów). Wiem, że zalezy mu na mnie, ale tez na innej dziewczynie. Teraz więcej robi coś dla Niej niż dla mnie.

Jednak ja Go nadal kocham, mysle o Nim, chce z Nim byc, stworzyć z Nim rodzine, tak czuje cały czas, wiem, że to może sie wydać dziwne ale tak jest. Boję się, że nigdy o Nim nie zapomnę, w sumie to chyba nie chce nawet, ale jest mi trudno życ bez niego, codziennie łzy cisną mi się do oczu. Cały czas mam nadzieję że do mnie jeszcze moze kiedys wroci. Czy to żle? czy powinnam modlic sie o zapomnienie o Nim? w Tym problem, że juz nie potrafie spojrzec na innego chłopaka, mam takie mysli ze kto bedzie chcial teraz ze mna byc jesli straciłam swoja cnote i nie bede juz mogla obdarowac swojego przyszlego meża niczym. Mysle ze i tak nie zasluguje na to. Kocham swojego chłopaka i to własnie chce zeby On był tym jedynym. Znajomi i rodzina powtarzają mi ze tego światu pół kwiatu.. Ale ja mam inne zdanie...Czy można kochac kogoś do końca życia? Dodam, że to był moj pierwszy chłopak w życiu. Czy miłość może być jedna?

Odpowiedź:

Widzisz.... Nie obraź się, ale podobny zawód przeżył chyba co czwarty (ostrożnie licząc) człowiek na ziemi. I wszystkim im wydaje się, ze to koniec ich szczęścia, że życie się skończyło, że już się nie zakochają. Bo porzucenie boli. Okropnie boli. Ale z czasem to mija. Naprawdę. Jednym wystarczy kilka tygodni, innym miesięcy, a jeszcze innym lat. Ale wcześniej czy później przechodzi. Zwłaszcza wtedy, gdy porzucony znajduje bratnia duszę i na powrót wchodzi w stan zakochania...

Dziś Cię boli. I na ten ból raczej nie ma lekarstwa. Ale wiedz, ze kiedyś to się skończy. Najpierw ból przejdzie na chwilę, by znowu wrócić.Wtedy, w tej chwili zdziwisz się, że może być normalnie. Ale ból szybko wróci. Potem będzie tak odchodził coraz częściej. I coraz później wracał. Aż kiedyś ostatnia jego fala odpłynie i już nie wróci.... Dziś w to nie wierzysz. Ale tak będzie. Naprawdę...

Co dasz swojemu przyszłemu mężowi, skoro już nie swoja cnotę? Możesz mu dać znacznie więcej. Swoją dojrzałą, mądrą miłość...

J.