konstancjaa 12.02.2011 23:34

Witam!
Rok temu poznałam Boga. Poznałam Jego ciepło i wspaniałą moc. Wszystko zaczęło się od Bierzmowania. Te wszystkie przygotowania, podpisywanie książeczek, egzaminy, W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że Bóg jest naprawdę (wcześniej nie byłam osobą wielkiej wiary). Zaczęłam wypełniać też dodatkowe nabożeństwa, ponieważ ciągle czegoś pragnęłam. Zaczęłam uczęszczać do jednej wspólnot parafialnych, odbyłam kilka rekolekcji, dzięki modlitwie pokonałam wiele problemów. Był to czas ogromnych zmian w moim życiu. Niestety moi rodzice nie wyrażali zadowolenia z mojej metamorfozy. Nie mogą zrozumieć po co ja tam chodzę, sami są tzw. "wierzący niepraktykujący" o ile można taki termin w ogóle przyjąć... Nie pozwalali mi tam chodzić, a dzięki mojemu twardemu charakterowi ciągle stawiałam na swoim. Teraz może i zaakceptowali to, ale nadal muszę wysłuchiwać ich ciągłych narzekać po co ja tam chodzę! Gadają jakieś głupoty na temat wspólnoty, a ja nie wytrzymuję i wybucham. Kłócę się z nimi niemal codziennie i już nie mogę. To mnie przerasta. Chciałabym żyć z nimi w zgodzie, ale nie potrafię. Nie wiem co mam robić. Czuję, że jestem niegodna, aby zwracać się ciągle o to samo do BOga. Mam dwie twarze, co w niczym mi nie pomaga. Jest mi źle. Co mam robić?

Odpowiedź:

Co robić... Kłótnie z rodzicami pewnie sprawiają, że czujesz się niegodna Boga. Posłuchasz ich, będzie jeszcze gorzej. Jedynym sensownym wyjściem jest uspokoić się wewnętrznie i cierpliwie znosić te uwagi. Jesteś młoda. W tym wieku często wchodzi się w konflikty z rodzicami. A tak naprawdę możesz robić swoje nie denerwując się zbytnio ich narzekaniem. Przecież CI nie zakazują... Powiedz im : kocham was i już biegnę na spotkanie :)

J.