R 30.01.2011 19:36

1. Jakiś czas temu wzięłam tabletkę antykoncepcyjną "72 godz. po". Nie chciałam jej brać, miałam jakiś taki wewnętrzny sprzeciw, zresztą wcześniej już byłam jej przeciwna - jednak ją wzięłam.
Nie chcę się usprawiedliwiać, bo wiedziałam co robię, ale o mojej decyzji przeważyło luźne podejście do tego tematu lekarki, która od razu mi ją zapisała i powiedziała, że jest nieszkodliwa i że to dobre wyjście. Dodam, że poszłam do lekarki w zupełnie innej sprawie a przy okazji powiedziałam jej o sytuacji która się zdarzyła, żeby oceniła jakie jest prawdopodobieństwo ciąży. Powiedziała, że małe mimo to przepisała mi tą tabletkę. Szłam z myślą, że nie będę jej brała, jednak po wizycie zrobiłam inaczej.
Żałuję tego bardzo, wiem, że więcej tego nie zrobię, jednak nie mogę sobie poradzić z wyrzutami sumienia. Wiedziałam jakie ma ona działanie, ale tłumaczyłam sobie, że przecież jej działanie jest takie jak zwykłych tabletek antykoncepcyjnych (to znaczy, że wszystkie tabletki oprócz zahamowania owulacji mogą doprowadzić do niezagnieżdżenia się zarodka). A przecież nikt nie mówi o tabletkach jak o aborcji. Jednak po fakcie zaczęłam interesować się głębiej tym tematem i trafiłam na różne fora związanie z wiarą. Tam wiele osób uważa, że to zabójstwo, że takie osoby jak ja są mordercami swoich dzieci. Nie daje mi to spokoju. Czy naprawdę powinnam się czuć jak morderczyni? Czy powinnam mieć takie wyrzuty sumienia jak kobiety, które usuwają ciąże? Mam wrażenie, że moje życie legło w gruzach i że nigdy nie odzyskam spokoju. Czy nie przesadzam z tym?

2. Biorąc pod uwagę to co napisałam wcześniej, czyli to że jednym z działań tabletek jest uniemożliwienie zagnieżdżenia się zarodka, to czy branie przez dłuższy czas pigułek jest takim samym grzechem jak wzięcie tabletki po stosunku? Może doprowadzić do tego samego, więc czy stosując antykoncepcję hormonalną też trzeba się czuć jakby zabijało się dziecko?

Odpowiedź:

Szkoda, że w kwestii antykoncepcji panuje takie pomieszanie pojęć. Faktycznie, dziś często antykoncepcją nazywa się działania wczesnoporonne. I jeśli ktoś używa specyfików o takim działaniu musi liczyć się z tym, że będzie winny śmierci dziecka. Gdy zaś używa "pigułek po", sytuacja jest już całkiem ewidentna. Niezależnie czy do poczęcia doszło czy nie, jest to zgoda na dokonanie zamachu na życie. 

Czy jesteś morderczynią? Być może, na szczęście, do poczęcia nie doszło i nie było czyjej śmierci spowodować. Pisałaś, że poczęcie było mało prawdopodobne. Możesz więc mieć uzasadnioną nadzieje, że do najgorszego nie doszło. Dziękuj za to Bogu...

J.