włochacz 30.03.2010 19:13

witam mam kilka pytań:
1. Należę do Ruchu Światło-Życie. Obecnie jestem przed 3stopniem, z którym to wiąże się wyjazd na rekolekcje na czas Triduum Paschalnego (wyjeżdżam w czwartak a wracam w popołudnie niedzielne). Zgłosiłam się na te rekolekcje ale nie byłam i chyba jeszcze do końca nie jestem w pełni przekonana o uczestnictwie w nich. Chodzi o to, że zostawiam na ten czas rodzinę (a co za tym idzie mam świadomość że wszystkie sprawy pozostaną na głowie mamy-na braci nie ma co liczyć niestety. Ominie mnie też część świątecznego czasu, który zawsze spędzamy razem). Czy wyjeżdżając i zostawiając mamę i resztę rodziny nie jest to czyn egoistyczny z mojej strony? A może jednak lepiej byłoby nie zgłaszać się w ogóle na te rekolekcje? (pojadę na nie, wiem że odpowiedź pojawi się już po świętach ale mimo to chciałabym znać opinię Odpowiadającego).

2. Ta sprawa jest dla mnie ważniejsza. Nie dostrzegam działania Boga w moim życiu.Wierzę, rozmawiam z Nim, ale nie potrafię dostrzec konkretnych Jego działań w moim życiu (czasami na spotkaniach oazowych dzielimy się swoimi "doświadczeniami" i m.in. dot. obecności Boga w naszym życiu-wszyscy się wypowiadają, a ja nigdy nie wiem co mam powiedzieć). Nie wiem pewnie to wypływa ze mnie że nie widzę Jego działania. Czy można coś z tym poradzić?

Dziękuję Odpowiadającemu i pozdrawiam

Odpowiedź:

1. Moja opinia... Wydaje mi się, że wyjazd raz w życiu na coś takiego może być naprawdę owocny, a rodzina ten jeden raz przeboleje. Chyba że w rodzinie dzieje się coś, co sprawia, ze lepiej byłoby pozostać na miejscu (choroba mamy itp)...

2. Nie jestem pewien, czy wiem w czym rzecz, ale... powiedzmy tak:

Istnieją zasadniczo dwa podejścia do postrzegania działania Bożego we własnym życiu. Jedni nie widzą go wcale, inni na każdym kroku. Gdybym miał spojrzeć na swoje życie i powiedzieć o Bożym w nim działaniu, pewnie mógłbym wymienić kilka istotnych zdarzeń. Kilka, najwyżej kilkanaście. Po czterdziestu sześciu latach życia. Nie znaczy, że nie dostrzegam Boga. Wręcz przeciwnie. Nigdy jednak nie jestem do końca pewien, czy dane wydarzenie to jakiś przypadek, splot okoliczności bez większego znaczenia, czy rzeczywiście Bóg chce mi przez to wydarzenie coś powiedzieć.

Np. ożeniłem się. Wiem, że przez przyjęcie sakramentu małżeństwa Bóg wyraźnie powiedział mi, że nie mam zostawać księdzem. Pracuję w portalu Wiara.pl. Znaczy, Bóg nie ma specjalnie nic przeciwko temu. Mogę jeszcze wymienić parę podobnych wydarzeń. Ale reszta, to już byłyby domysły.

Wolę nie zastanawiać się co jest Bożym planem względem mnie, gdzie mnie Chrystus widzi, jakie mi daje znaki, a zawsze kierować się Ewangelią; zastanawiać się, jak Chrystus postąpiłby na moim miejscu (oczywiście nie znaczy to, że zawsze dorastam do wymagań Ewangelii).

Czy to znaczy, zenie dostrzegam Bożego działania w swoim życiu?

Są i inni. Którzy skorzy są widzieć Boga w najdrobniejszych nawet własnych decyzjach. Moim zdaniem grozi im, że w pewnym momencie pomylą wolę Bożą z własnym chciejstwem. Bo to tak często jest, nie? Np. pomyślałem, że fajnie by było pojechać do kolegi. Zamiast normalnie zdecydować i pojechać niektórzy wola mówić, ze dostali jakiś znak, żeby pojechać. Nie wiem, telefon albo coś podobnego... Moim zdaniem przypisywanie swoich pomysłów Bogu nie jest szczególnie mądre...

Każdego dnia dziękuję Bogu za każdą godzinę mojego życia. Wiem, ze się mną opiekuje. Wiem, bo z Nim czuję się bezpieczny. Ale nie próbuje się wszędzie dopatrywać Bożych interwencji i znaków. Ot, po prostu żyję w Jego cieniu...

Ty chyba możesz podobnie...

J.