emka-gz 03.03.2010 23:30

Nie dawno zmarła mi mama. Była w moim życiu bardzo ważna. Zawsze znajdowałam u Niej zrozumienie, czas i dobre słowo. Była osobą bardzo wymagającą i zawsze mówiła prawdę, nawet wtedy, gdy musiała upomnieć czy wprost pokazać, że żle postępuję. Zawsze mnie wspierała i dodawała sił. Była osobą bardzo wierzącą i przygotowaną na śmierć- mówiła "ja nie boję się śmierci". Bardzo przeżyłam Jej odejście. Do dzisiaj w sercu pozostała pustka, której nie umiem zapełnić. Ta śmierć wiele zmieniła w moim życiu, a także życiu mojej rodziny. Ta śmierć na wiele spraw otworzyła mi oczy. Ból po rozstaniu jeszcze bardziej został spotęgowany przez zachowanie najbliższych- chodzi mi o rodzinę męża. Bardzo się na nich zawiodłam. Jestem osobą, dla której rodzina jest na pierwszym miejscu. Całe moje dotychczasowe życie poświęciłam rodzinie. Nie traciłam czasu na przesiadywanie w kawiarniach czy kinach z koleżankami. Zawsze spędzałam czas z mężem i dziećmi i nie odmawiałam, kiedy mnie potrzebowali. Starłam się pomagać jak umiem zarówno tej najbliższej jak i tej dalszej rodzinie. I cóż!!! w momencie, kiedy sama potrzebowałam pomocy, wsparcia: zabrakło słów i normalnych rozmów o tym co czuję, umilkły telefony, zamiast zrozumienia i ciepła słyszałam jedynie surowe stwierdzenia typu: stało się, przestań się smucić, nie chodź w czarnym kolorze-to przecież już nic nie da itp. Przykro mi, że więcej zrozumienia , czasu otrzymalam od obcych niż od rodziny męża, dla której miałam czas i nie odmawiałam pomocy. Czy to normalne, że nie spotkałam się z propozycją: może w czymś pomóc, potrzebujesz pomocy itp. Przecież mamy prawo do przeżywania cierpienia po swojemu - nie potrafię udawać, że nic się stało. Chodzenie w czerni przynosi mi ulgę i pomaga w znoszeniu cierpienia. Modlitwa za mamę i post daje mi ukojenie i siły do pokonywania trudności i poczucie dobrze spełnionego obowiązku wobec osoby kochanej, której wiele zawdzięczam, jest wyrazem miłości i wdzięczności za życie mojej mamy. Jednocześnie nie potrafię zrozumieć jak można być takim egoistą!!!! Choć jestem osoba wierzącą i pogodziłam się z wolą Boga, nie potrafię zrozumieć postępowania i oschłości najbliższych. Moja szwagierka do dzisiaj nie złożyła mi kondolencji, zachowuje się tak jakby nawet nie zauważyła, że zmarła moja mama. Takie zachowanie to dla mnie objaw braku szacunku i wręcz arogancja wobec mojej osoby. Uświadomiłam sobie, że dla niej moja mama była obcą osobą, nawet przez szacunek do mojej osoby nie potrafiła mi okazać współczucia. Aż strach pomysleć co będzie dalej skoro takie cierpienia są ignorowane. Zgadzam się z twierdzeniem, że w naszych czasach panuje wielka znieczulica. Jeszcze bardziej boli, gdy spotykamy się z nią ze strony najbliższych. Moją sytuację pogarsza fakt, że bardzo często odwiedzamy teściów i siostrę męża, bo mieszkają razem. Po takich spotkaniach mąż robi mi wymówki, że jestem zbyt cicha a innym razem, że zbyt głośno mówię , a kiedy milknę, to mówi, że się obraziłam i tak w kółko, że jestem pełna emocji, że jestem " zimna" wobec jego siostry. Mąż wymusza na mnie te wizyty u rodziny, a ja czuję, że już nie daję rady. Jestem zmęczona, pragnę wyciszenie i spokoju a nie ciągłych uwag na mój temat i instrukcji, jak mam się zachowywać. A po wizycie czeka mnie jeszcze ocena co było dobrze a co żle. Coraz częściej mam tego dosyć, mam dość zgadzania się na te przykre dla mnie sytuacje. Jak się zachować? Co mam zrobić? Czy mam prawo powiedzieć mężowi, że nie pojadę, bo nie chcę narażać się na uszczypliwe uwagi i brak zrozumienia. Przeciaż ja im nie nakazuję, by chodzili w żałobie. czy nie mogą mnie i moich decyzji pozostawić w spokoju? Czy w tej sytujacji mogę przystępować do Komunii św. - skoro w moim sercu tyle bólu i żalu do członków rodziny. Czy ten mój żal, jest grzechem ciężkim?

Odpowiedź:

Sedno problemu tkwi chyba w tym, co określiłaś słowami " Jestem zmęczona, pragnę wyciszenie i spokoju a nie ciągłych uwag na mój temat i instrukcji, jak mam się zachowywać"...

Masz rację. Masz prawo przeżywać śmierć matki po swojemu. Gdybyś robiła coś złego (np. zaniedbywała swoje obowiązki) może i można by było mieć pretensje. Ale gdy wszystko sprowadza się do tego, że nie masz ochoty się śmiać, że nie masz ochoty udawać, to bliscy powinni to uszanować. Jeśli wizyty u rodziny męża teraz Cię męczą, masz prawo zrezygnować. Nie ma obowiązku częstego odwiedzania rodziny. Zwłaszcza, gdy czujesz się przez nich nierozumiana...

J.