aga 30.01.2010 20:36

Poznałam mężczyznę, który niestety jest rozwiedziony. Żona go zdradzała, on chciał jej wybaczyć i ratować małżeństwo, ona odmówiła, bo twierdzi, że go nigdy nie kochała. Nie szanowała ani jego ani jego rodziców, ani te aktu dopełniającego małżeństwo. Ich małżeństwo trwało 2 lata. On jest odpowiedzialnym, kochającym mężczyzną, uczciwym wobec mnie, szanującym mnie i moich rodziców. Dlaczego więc wg Kościoła Katolickiego nie mamy prawa być szczęśliwi, nie możemy przystępować do Sakramentów Świętych? Mnie to bardzo boli, jego też: najbardziej boli mnie to, że mordercom się przebacza, a nam nie, mimo iż nie widzę niczego złego w życiu w Miłości, wierności i szacunku. Poznaliśmy się po rozwodzie, małżeństwo nie zostało rozbite z mojego powodu. Niestety najprawdopodobniej nie uzyskamy unieważnienia, iż jest mało świadków i dowodów, a przede wszystkim zdrada małżeńska nie jest wliczana jako powód do uzyskania owego unieważnienia. Co ja mam w takiej chwili zrobić? Próbowałam znaleźć w Piśmie Świętym i niestety znalazłam wiele rozbieżności. Ja go bardzo kocham on mnie też, ale niestety prawda jest taka, że oboje zawsze będziemy żyli w poczuciu że jesteśmy gorsi. On próbował uzyskać radę księdza, ten niestety nie wykazał się żadnym zaangażowaniem, podsumowując iż ma żyć do końca w samotności. Tak jest najłatwiej. Dlaczego do końca życia i pewnie później też mamy ponosić odpowiedzialność za to, że nie z jego winy małżeństwo się rozpadło. Chociaż zdaje sobie sprawę, że wina leży gdzieś pośrodku, to nie on zdradzał perfidnie, lecz próbował ratować, bo sam uważa, że małżeństwo to świętość co i ja podzielam. Żadna instytucja Kościoła Katolickiego nie próbuje nam pomoc. Do końca życia będziemy przeklęci, i jeśli szczęśliwie się wszystko potoczy nasze dzieci też będą to odczuwały; Chociaż teoretycznie w niczym nie będziemy gorsi, bo szanujemy siebie, dużo rozmawiamy i zawsze potrafimy się dogadać a przede wszystkim bardzo się kochamy. Czy takie małżeństwo może zostać unieważnione. Ja wiem, że pewnie nie dostane odpowiedzi, nigdzie nie dostaniemy, bo każdy w tej kwestii jest powściągliwy, co poniekąd rozumiem, ale po każdej kolejnej lakonicznej dwu zdaniowej odpowiedzi człowiek przestaje się łudzić, że kogokolwiek jeszcze obchodzi. Pozdrawiam serdecznie

aga

Odpowiedź:

Wedle nauki Chrystusa małżeństwo jest związkiem nierozerwalnym. Taki był pierwotny Boży zamysł wobec tej instytucji (Mk 10). Wedle Jezusa cudzołoży, kto bierze rozwiedzioną kobietę za żonę. A i rozwiedziona, biorąc innego, cudzołoży. Owo stwierdzenie Jezusa jest podstawą dla zrozumienia stosunku Kościoła wobec tzw drugich małżeństw. Jeśli Kościół zlekceważyłby to wyraźne nauczanie Jezusa, to czym by był?

Współżyjąc seksualnie z kimś, kto jest związany węzłem małżeńskim, popełnia się cudzołóstwo. Jeśli nie jest to sprawa jednorazowa, a stały związek, wtedy też ciągle trwa się w grzechu. To dlatego może otrzymać rozgrzeszenie morderca (o ile nie chodzi o kogoś, kto zamierza dalej mordować) a nie może rozgrzeszenia otrzymać rozwodnik. Żal rozwodnika jest nieszczery. On nie żałuje grzechu. Żałuje, że poplątało mu się życie, żałuje, ze Kościół nie pozwala mu trwać w grzesznym związku. Ale - podkreślmy to raz jeszcze - nie grzechu...

Prawo do szczęścia... Tak, to prawda. Każdy człowiek ma prawo być szczęśliwy. Ale nie każdy jest szczęśliwy. Bo istnieje na świecie wiele czynników, które to szczęście człowiekowi zabierają. Trzeba się z tym pogodzić. I szukać szczęścia inaczej niż na utartych ścieżkach...

Czy np. osoba jeżdżąca na inwalidzkim wózku może być szczęśliwa? Wedle opinii zdrowych - nie. A jednak bywają osoby, które mimo tego wielkiego cierpienia twierdzą, że są szczęśliwe. Podobnie jest z rozwodnikiem. Szczęście w małżeństwie jest już dla niego niedostępne. Jeśli chce szukać szczęścia, musi je znaleźć na innej drodze...

Żadna instytucja nie chce wam pomóc... No bo pomóc tak naprawdę wam nie można. Możecie pomóc sobie sami. Ale prawda też jest, że coraz częściej pojawiają się duszpasterstwa osób rozwiedzionych. Wielu żyjących samotnie czy borykających się z trudnościami w małżeństwie ma nawet o to pretensje. Bo twierdzą, że sami, choć wierni nauczaniu Kościoła, nie znajdują tyle pomocy, co osoby po rozwodzie...

Kościół pomaga ludziom, których związek się rozpadł także przez dochodzenie, czy ich małżeństwo zostało zawarte ważnie. Ale jeśli nie ma powodu, by uznać, ze małżeństwa faktycznie nie było, bo nie było żadnych przeszkód, nie było żadnej wady wyrażonej przez nich woli, obije byli dorośli i wiedzieli co mówią, to czyją winą jest rozpad małżeństwa? Na pewno ich samych...

J.