aaggaa 22.10.2009 18:10

nie wiem co się ze mna dzieje, czuję że nie wierzę, że nagle znikły z mojej głowy wszystkie zasady wiary, tak jakby rozpadł się mój świat wartości, jakby nie było już przykazań i wynikających z tego zasad i norm w moim życiu jakie do tej pory przestrzegałam i jakie były dla mnie po prostu oczywiste. Czuję że nie mam potrzeby rozmawiać z Bogiem, modlić się. Co mam robić? Jak temu zaradzić? Najgorsze jest to że pojawia się uczucie że nie chcę tego zmieniać. Proszę napiszcie coś co mnie umocni.

Odpowiedź:

Co jest źródłem sytuacji, o której piszesz? Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że grzech. Bo piszesz o nieprzestrzeganiu zasad, które dotąd były dla Ciebie ważne. Jeśli tak jest, to pierwszą rzeczą która musisz zrobić chcąc znów żyć wiarą jest... No właśnie. Chciałoby się napisać "walka z grzechem", "porzucenie grzechu". Nie chcę pisać, ze możesz sobie grzeszyć dalej, ale ujmę to inaczej: musisz się dobrze do swojego grzechu, do swoich słabości, ustawić.

Autor Księgi Rodzaju - pierwszej księgi Pisma Świętego - pisząc o grzechu Adama i Ewy wspomniał o rzeczy niezmiernie istotnej: po grzechu pierwsi rodzice chcieli schować się przed Bogiem. To bardzo trafna obserwacja. Każdy grzesznik, przynajmniej w pierwszym odruchu, chce uciec przed Bogiem. Bo najzwyczajniej w świecie mu wstyd. Dlatego wymyśla najróżniejsze powody: a to, że w dzisiejszych czasach powinna być inna moralność, a to że nie ma czasu na modlitwę, a to że Bóg jest wymysłem żyjących w strachu przed śmiercią. Bo bardzo trudno żyć ze świadomością, że się jest grzesznikiem.

Nowość Ewangelii polega między innymi na tym, że Jezus pozwala nie szukać usprawiedliwienia. Wobec Niego można powiedzieć: "tak, jestem grzesznikiem, Ty mnie ratuj". Bo zbawienie to nie zapłata za nasze dobre czyny - których zawsze byłoby na to za mało - ale Boży dar. Dlatego wyjściem dla człowieka uwikłanego w grzech nie jest - jak dawniej - szukanie usprawiedliwienia, przebłaganie Boga ofiarami czy - jak to robi się dziś - odrzucanie wiary. Wyjściem jest powtarzać za św. Piotrem: "Panie, Ty wiesz że Cię kocham"...

Co powinnaś zrobić? Stań w rzędzie grzeszników. Takich, którzy - mniej lub bardziej - jednak dążą do poprawy. Takich, których miłość do Chrystusa jest większa niż pragnienie dobrego mniemania o sobie...

Na koniec... Może ta uwaga już nie jest potrzebna, ale... Dość często chrześcijanie patrzą na swoją wierność przykazaniom jak na krzyż. Zazdroszczą niewierzącym, że mogą sobie zaszaleć, że nie tłamsi ich poczucie, ze czegoś nie wolno. Tymczasem tak naprawdę nie wolno tylko zła. Wszystko co dobre jest wręcz nakazane. Chrześcijanin nie jest skazany na bycie życiową mimozą, na balansowanie na cienkiej linie dobra między przepaściami grzechu (i piekła). Życie bez zła (zwłaszcza bez większego zła) może być dynamiczne, wspaniałe. Po prostu piękne. Tak jak życie Jezusa, który przecież nie popełnił grzechu. Więc i Ty... mimo swoich słabości... staraj się żyć pięknie. Razem z Nim. W gronie jego uczniów. Nawet jeśli nie dorastasz do Mistrza - a przecież żaden człowiek nie dorasta, - to przecież warto być w takim towarzystwie...

J.