*anonim* 24.11.2007 14:22

Szczęść Boże. Czy opinia tego portalu na temat ściągania nielegalnych plików z internetu jest wiążąca? Chodzi o to, że chyba nie ma oficjalnego stanowiska Kościoła w tej sprawie. Co więc w takiej sytuacji należy robić? Spowiednicy mają różne opinie na ten temat. Co należy robić jeśli nie ma opinii Kościoła w pewnych sprawach, nie tylko w tej o ściąganiu plików z internetu, tak generalnie? Czy jeżeli zapytałam kapłana na spowiedzi, czy można ściągać pliki nielegalne z internetu i powiedział mi, że raczej można, skoro są w internecie i później zastanawiałam się, czy ten spowiednik znał się na tej sprawie i z chęci dotarcia do prawdy zapytałam o tę kwestię podczas drugiej spowiedzi i wtedy inny spowiednik powiedział mi, że jest to naruszenie, to która opinia jest dla mnie wiążąca? Jak to jest w ogóle z opiniami kapłana podczas spowiedzi? Należy się do nich bezwzględnie stosować, tak? W takim razie do której z nich? Bóg zapłać za odpowiedź

Odpowiedź:

Opinia portalu nie może być wiążąca. Bo portal Wiara.pl nie jest Nauczycielskim Urzędem Kościoła...

Do której opinii spowiednika powinieneś się dostosować? Skoro nie masz własnego zdania, to do ostatniej. Innej rady chyba nie ma. Ale warto chyba jednak zastanowić sie nad sprawą...

Mówisz o ściąganiu plików z internetu. Bardzo fajnie, ale oznacza bardzo różne sytuacje. Ściągać możesz programy, obrazki, zdjęcia, muzykę, filmy. W każdym z tych wypadków ważna będzie odpowiedź na pytanie co na to właściciel owego pliku? Bo jeśli nie ma nic przeciwko ściąganiu (np. gdy programista umieszcza swój program na stronie, muzyk jakiś swój utwór) to w ogóle nie ma się nad czym zastanawiać. Chcącemu nie dzieje sie krzywda. A gdy nie chce?

Tu też sytuacje bywają różne. Zwróć uwagę, że zdjęcia, obrazki, są tu traktowane "po macoszemu". Chyba tylko wydawcy gazet zastanawiają się nad prawami autorskimi. Może to jakiś znak czasu?

Ważniejsze jest jednak chyba jeszcze jedno: rozróżnienie między myślą techniczną a dobrami kultury. Zdaniem odpowiadającego jeśli artysta (lub jakaś firma w jego imieniu) chce traktować muzykę jak dobra materialne, to powinien ponosić wszystkie tego konsekwencje. Łącznie z organizowaniem przetargów na koncerty i zakazem organizowania ich z funduszy publicznych. Bo niby dlaczego przedsiębiorcę produkującego muzyczne pliki traktować jak twórcę kultury?

Można odnieść wrażenie, że rzeczywistość przerosła zasady prawne. Na pewno trzeba tu rozsądnych uregulowań. Ale póki co, ściąganie plików muzycznych w niewielkich ilościach i na własny użytek trudno uznać za wielkie zło. Zwłaszcza, jeśli od czasu do czasu jakąś płytę kupisz. Takie jest zdanie odpowiadającego.

J.