Zosia 08.04.2007 01:13

do Niniel

Wiem że to nie jest według zasad tego portalu, ale akurat zwróciłam uwagę na pytania tej dziewczyny. Są uderzająco podobne do moich, poza tym mam nawet wrażenie, że może razem studiujemy lub studiowałysmy, bo i okoliczności te same... Proszę więc pozwolić na kilka słów, bo ja chyba znalazłam przynajmniej częściowe rozwiązanie, a Niniel nie podała żadnego maila więc nie mam innego sposobu komunikacji z nią. Po prostu chcę pomóc...

Też walczyłam z natręctwami myślowymi. I wiesz, najgorsze co możesz zrobić to skupiać się na nich i je rozpamiętywać. Mnie one przeszły z chwilą, gdy przestałam się nimi przejmować... Też zdarzało mi się wychodzić z zajęć z literatury (btw.ciekawe czy nas ta sama osoba nie uczy lub uczyła, chyba że program anglistyki jest ten sam? bo cała moja grupa ma wrażenie że seks to ulubiony temat naszego nauczyciela) i myśłeć, czy jak czytałam wiersz o współzyciu to mam grzech. I doszłam do wniosku że trzeba do tego podejść dorośle. Rozróżnić myśl dotyczącą współzycia od myśli nieczystej. Myśl nieczysta to tak, którą Ty wywołujesz dla wlasnej przyjamności. Seksuolog mówiąc o seksie nie popelnia grzechu przecież. Tematu seksu na tych studiach nie unikniesz - ba! nie unikniesz go w doroslym życiu. Więc może zamiast uciekać lepiej traktować ten temat spokojnie? Masz w sobie bardzo dużo lęku. I pewnie od razu, kiedy np. na psychologii pojawia się Freud, skupiasz się uparcie na myśli 'byle tylko nie mieć nieczystych myśli'. Próbowalam tej metody! Gwarantuję, że im bardziej sobie powtzrzałam, tym więcej natręctw mialam. Co ja robię? Po pierwsze, przestałam panikować. Teraz jak się pojawia np. na zajęciach temat seksu przechodzę nad tym do porządku dziennego. Przecież nie chodzi o to żeby uciekać od seksualności, ale o to, by jej źle nie wykorzystywać. Nieczysta myśl a myśl dotycząca seksu to wcale niekoniecznie to samo. Pisze Ci to osoba której zajęło sporo czasu odkrycie tego.

Druga rzecz: skrupuły. Wydaje mi się że nawet ich nie dostrzegasz. Też tak miałam, i poniekąd mam nadal. Grzech ciężki... to wcale nie tak łatwo popelnić! Ja też często o tym zapominam i zadreczam się różnymi sprawami. A wiesz co jest w skrupułach najgorsze? Pokarzę Ci to obrazowo. Wyobraź sobie, że idziesz na szczyt góry. Idziesz razem z przewodnikiem ktorym jest sam Jezus. I idziesz i patrzysz tylko w dół, bojąc się, żeby się nie przewrócić. Nie dostrzegasz piękna wokół siebie, nie dostrzegasz Jezusa - skupiasz się na tym, żeby nie upaść. Tymczasem sztuką jest łączyć to wszystko, i nie gubić celu przede wszystkim. Jeśli chcesz iśc w stronę Boga, nie odrzucasz GO świadomie i dobrowolnie, a upadasz ze słabości - to to (niech mnie Odpowiadający poprawi jeśłi się mylę) nie jest grzech ciężki. Poza tym pamiętaj że musi być dobrowolność i świadomość. Musisz w stu procentach wiedzieć, że to, co robisz, jest złe, i tego chcieć. Jak coś zdarzy się przypadkiem, nie chciane, to nie przejmuj się tym. Jeśli pojawi się w Twojej głowie zła myśl i nie jesteś pewna czy ją wywołałaś czy sama się pojawiła - to jestem prawie pewna, że jej nie wywołałaś. Jak się myśli samemu przywoluje... to się po prostu wie na pewno. Taka walka myśli (pojawia się myśl - > nie chcę o tym myśleć -> o czym to ja myślałam? -> przypomnienie myśli - > rozważanie, żę się przed chwilą myśl świadomie przywołało -> itp itd) to się nazywa męczeństwo a nie grzeszenie. Sama tak się biłam to wiem. Szkoda że nie wiedziałam wtedy... bo nie biegałabym do spowiedzi tak często.

Przepraszam jeśli źle Cię oceniam, być może przerzucam na Ciebie moje wlasne doświadczenia, bo wydaje mi się że przechodziłam to samo. I przepraszam jeśli odbierzesz to co piszę jako mądrzenie się. Mam dobre intencje.

Wiesz... myślę że przydałby Ci się kierownik duchowy, albo chociaż przyjaciel, który by Ci pomógł zobaczyć wszystko z innej perspektywy. Z własnego doświadczenia wiem, że jak się siedzi i rozpamiętuje różne sytuacje... oj, można dojśc do wniosku, że jest się straconym dla Nieba potępieńcem. Tymczasem ktoś spojrzy z boku i zobaczy że było to tylko drobne potknięcie. Poza tym myślę że ktoś Ci powinien pokazać drogę. Bo - to też z wlasnego doświadczenia - idąc w ten sposób, w pewnym momencie możesz się zadręczyć i zacząć gubić sens drogi.

Pozdrawiam serdecznie. I powodzenia na drodze!

PS. módl się do Boga o jasne sumienie. Ja też obiecuję modlitwę za Ciebie. Pomódl się też za mnie. Tamte problemy może i minęły, ale na ich miejsce weszły nowe. Takie życie :)

Odpowiedź:

do Niniel

Wiem że to nie jest według zasad tego portalu, ale akurat zwróciłam uwagę na pytania tej dziewczyny. Są uderzająco podobne do moich, poza tym mam nawet wrażenie, że może razem studiujemy lub studiowałysmy, bo i okoliczności te same... Proszę więc pozwolić na kilka słów, bo ja chyba znalazłam przynajmniej częściowe rozwiązanie, a Niniel nie podała żadnego maila więc nie mam innego sposobu komunikacji z nią. Po prostu chcę pomóc...

Też walczyłam z natręctwami myślowymi. I wiesz, najgorsze co możesz zrobić to skupiać się na nich i je rozpamiętywać. Mnie one przeszły z chwilą, gdy przestałam się nimi przejmować... Też zdarzało mi się wychodzić z zajęć z literatury (btw.ciekawe czy nas ta sama osoba nie uczy lub uczyła, chyba że program anglistyki jest ten sam? bo cała moja grupa ma wrażenie że seks to ulubiony temat naszego nauczyciela) i myśłeć, czy jak czytałam wiersz o współzyciu to mam grzech. I doszłam do wniosku że trzeba do tego podejść dorośle. Rozróżnić myśl dotyczącą współzycia od myśli nieczystej. Myśl nieczysta to tak, którą Ty wywołujesz dla wlasnej przyjamności. Seksuolog mówiąc o seksie nie popelnia grzechu przecież. Tematu seksu na tych studiach nie unikniesz - ba! nie unikniesz go w doroslym życiu. Więc może zamiast uciekać lepiej traktować ten temat spokojnie? Masz w sobie bardzo dużo lęku. I pewnie od razu, kiedy np. na psychologii pojawia się Freud, skupiasz się uparcie na myśli 'byle tylko nie mieć nieczystych myśli'. Próbowalam tej metody! Gwarantuję, że im bardziej sobie powtzrzałam, tym więcej natręctw mialam. Co ja robię? Po pierwsze, przestałam panikować. Teraz jak się pojawia np. na zajęciach temat seksu przechodzę nad tym do porządku dziennego. Przecież nie chodzi o to żeby uciekać od seksualności, ale o to, by jej źle nie wykorzystywać. Nieczysta myśl a myśl dotycząca seksu to wcale niekoniecznie to samo. Pisze Ci to osoba której zajęło sporo czasu odkrycie tego.

Druga rzecz: skrupuły. Wydaje mi się że nawet ich nie dostrzegasz. Też tak miałam, i poniekąd mam nadal. Grzech ciężki... to wcale nie tak łatwo popelnić! Ja też często o tym zapominam i zadreczam się różnymi sprawami. A wiesz co jest w skrupułach najgorsze? Pokarzę Ci to obrazowo. Wyobraź sobie, że idziesz na szczyt góry. Idziesz razem z przewodnikiem ktorym jest sam Jezus. I idziesz i patrzysz tylko w dół, bojąc się, żeby się nie przewrócić. Nie dostrzegasz piękna wokół siebie, nie dostrzegasz Jezusa - skupiasz się na tym, żeby nie upaść. Tymczasem sztuką jest łączyć to wszystko, i nie gubić celu przede wszystkim. Jeśli chcesz iśc w stronę Boga, nie odrzucasz GO świadomie i dobrowolnie, a upadasz ze słabości - to to (niech mnie Odpowiadający poprawi jeśłi się mylę) nie jest grzech ciężki. Poza tym pamiętaj że musi być dobrowolność i świadomość. Musisz w stu procentach wiedzieć, że to, co robisz, jest złe, i tego chcieć. Jak coś zdarzy się przypadkiem, nie chciane, to nie przejmuj się tym. Jeśli pojawi się w Twojej głowie zła myśl i nie jesteś pewna czy ją wywołałaś czy sama się pojawiła - to jestem prawie pewna, że jej nie wywołałaś. Jak się myśli samemu przywoluje... to się po prostu wie na pewno. Taka walka myśli (pojawia się myśl - > nie chcę o tym myśleć -> o czym to ja myślałam? -> przypomnienie myśli - > rozważanie, żę się przed chwilą myśl świadomie przywołało -> itp itd) to się nazywa męczeństwo a nie grzeszenie. Sama tak się biłam to wiem. Szkoda że nie wiedziałam wtedy... bo nie biegałabym do spowiedzi tak często.

Przepraszam jeśli źle Cię oceniam, być może przerzucam na Ciebie moje wlasne doświadczenia, bo wydaje mi się że przechodziłam to samo. I przepraszam jeśli odbierzesz to co piszę jako mądrzenie się. Mam dobre intencje.

Wiesz... myślę że przydałby Ci się kierownik duchowy, albo chociaż przyjaciel, który by Ci pomógł zobaczyć wszystko z innej perspektywy. Z własnego doświadczenia wiem, że jak się siedzi i rozpamiętuje różne sytuacje... oj, można dojśc do wniosku, że jest się straconym dla Nieba potępieńcem. Tymczasem ktoś spojrzy z boku i zobaczy że było to tylko drobne potknięcie. Poza tym myślę że ktoś Ci powinien pokazać drogę. Bo - to też z wlasnego doświadczenia - idąc w ten sposób, w pewnym momencie możesz się zadręczyć i zacząć gubić sens drogi.

Pozdrawiam serdecznie. I powodzenia na drodze!

PS. módl się do Boga o jasne sumienie. Ja też obiecuję modlitwę za Ciebie. Pomódl się też za mnie. Tamte problemy może i minęły, ale na ich miejsce weszły nowe. Takie życie :)

Odpowiedż: Jeśli odpowiadający natrafi gdzieś na adres mailowy Niniel, to prześle jej Twój list

J.