smutna żaba 19.08.2006 22:56

Kiedy przygotowywałam się do pierwszej spowiedzi bardzo się przejęłam swoimi grzechami, żałowałam ich, było mi przykro ze obrażałam nimi Pana Boga, odczuwałam szczery zal. Nie były to jakies strasznie powazne grzechy tylko typu 'nie wyniosłam śmieci', 'nie posłuchałam się mamy' itp. Bardzo chciałam się poprawić.
Do konfesjonału podchodziłam z przekonaniem ze to sam Pan Jezus będzie mi odpowiadał przez księdza. Szczerze te grzechy wyznawałam, grzecznie powiedziałam wszystko co tylko pamiętałam złego.

To, co mnie wtedy spotkało przerosło mnie. Ksiądz się na mnie strasznie zdenerwował, krzyczał na mnie, machał mi przed nosem kartką od spowiedzi i groził mi ze za takie grzechy to mi nie podpisze tej kartki, a mnie po prostu psychicznie sparaliżowało. Jak to sobie przypominam to mam łzy w oczach. Ten ksiądz prawdopodobnie zachowywał się tez tak w stosunku do innych dzieci (pamiętam ich miny po wyjściu z konfesjonału).

Całe to zdarzenie sprawiło, że kazda późniejsza próba pójścia do spowiedzi była dla mnie czymś bardzo ciężkim. Szłam "na pewniaka" kiedy wiedziałam ze jest taki ksiądz co nie krzyczy.

Później nie chodziłam długi czas do kościoła, więc nie wiem, który ksiądz by na mnie teraz nie krzyczał. Nie mogę się przemóc do spowiedzi, bo jak pomyśle o ' złym' księdzu to łzy mi nachodzą do oczu i trzęsą mi się ręce. Leki na uspokojenie ziołowe i magnez nie działają w tej sytuacji a psychotropowych nie chcę brać. Świadomość ze spotka mnie to samo co kiedys sprawia ze rezygnuję, bo to mnie przerasta.

Chciałam sie wyspowiadac, pojechałam do Lichenia, mama się wyspowiadała a ja się nie odważyłam. Potem mi powiedziała ze ją ksiądz też nakrzyczał. Więc ja od razu cieszyłam sie ze nie poszłam do spowiedzi bo bym się po czyms takim nie pozbierała. Chyba mi padło przez to na psychikę.

Ja nie chce krytykować księży, wiem, że są też tacy dobrzy i cierpliwi, ale tutaj opisałam prawdę.

Problem jest taki: Chcę się wyspowiadać a nie mogę! Chcę zrobić sobie odpust zupełny ale jak to zrobic skoro się nie wyspowiadałam. Do komunii Św. nie chodzę bo brak jest spowiedzi, a chcę bardzo... Życie swoje zmieniłam całkowicie na dobre, ale potrzeba mi spowiedzi generalnej, a na przeszkodzie stoi ta trauma. I co ja mam zrobić? Czy mnie Pan Bóg weźmie do nieba? Będę siedziała w czyśćcu chociaż mogłam się zatroszczyc o odpust zupełny? A jak się nie przemogę do śmierci? Błagam o pomoc. Przepraszam ze sie tak rozpisałam.

Odpowiedź:

Nie wiemy skąd jesteś, więc trudno wskazać konkretnie. Ale najlepiej, jeśli pójdziesz do spowiedzi w jakimś miejscu, gdzie jest tzw, stały konfesjonał i najpierw wytłumaczysz czemu tak dawno nie przyjęłaś sakramentu pokuty. Tam spowiadają zazwyczaj księżą z największym doświadczeniem. I tacy, którzy rozumieją potrzeby uwikłanych w grzech...

J.