a 24.07.2006 19:15

Encyklika Humani Generis Piusa XII
Jeśli zaś chodzi o inna hipotezę, mianowicie poligenizm, to synowie Kościoła wcale już nie mają podobnej wolności. Nie wolno bowiem wiernym przyjmować opinii, której zwolennicy twierdzą, że po Adamie istnieli na ziemi ludzie nie pochodzący od niego, jako prarodzica, drogą naturalnego rozmnażania się, lub że Adam oznacza pewną liczbę prarodziców. Okaże się bowiem całkiem niemożliwe, jakby się dało pogodzić taką teorię z nauką źródeł prawdy Objawionej i dokumentów Kościoła Nauczającego o grzechu pierworodnym, który pochodzi z grzechu rzeczywiście popełnionego przez jednego Adama i przeszczepiany rodzeniem na wszystkich jest zarazem wrodzonym grzechem własnym każdego człowieka (Rz 5, 12 –19, Sobór Trydencki, seria V, kan. 1-4).

Sobór Trydencki wypowiada się o grzechu pierworodnym i jego naturze, nie o poligenizmie. Pada tam stwierdzenie: "Jeśli ktoś twierdzi że ten grzech Adama - mający jeden początek i przekazany wszystkim ludziom przez rodzenie, a nie przez naśladowanie, który obciąża osobiście każdego jako jego własny grzech - można zgładzić czy to siłami natury [...]"

Kontekst jest oczywisty - chodzi o to, że człowiek rodzi się obciążony grzechem pierworodnym, że grzech jednego obciążył wszystkich i że tylko przez Chrystusa został pokonany.

Tylko to jest dogmatem wiary? A stwierdzenie Piusa XII można uważać tylko za hipotezę teologiczną? Skoro obecne poglądy biblistów są inne?

Odpowiedź:

Pius XII w swojej encyklice stwierdził, że nie da się pogodzić poligenizmu z nauką o grzechu pierworodnym. Prawda o tym grzechu jest prawdą wiary. Nie jest nią natomiast taka czy inna koncepcja antropogenezy. To znaczy nie jest kwestią wiary, czy człowiek powstał z jednej ludzkiej pary (monogenizm), z jednej ludzkiej grupy (poligenizm) czy wielu różnych, rozwijających się niezależnie od siebie w jednen gatunek ludzki grup przedludzkich (polifiletyzm). To domena nauk przyrodniczych. Dziś zresztą teologowie godzą już - lepiej czy gorzej - poligenizm z nauką o grzechu pierworodnym...

Cały problem sporu między nauką a wiarą to historia wychodzenia (zarówno przedstawicieli nauk przyrodniczych jak i teologii) poza swoje kompetencje. Widać niewielką wagą przykładano wtedy do metodologii nauk. Albo, co wydaje się odpowiadającemu znacznie bardziej prawdopodobne, próbowano uczynić z nauki oręż do walki z wiarą. Stąd nerwowa i nieadekwatna do sytuacji reakcja niektórych teologów. Do dziś widać to w kwestii podejścia do sprawy Galileusza, Darwina czy - może trochę mniej - Freuda. Dokładniej: z przesłanek natury przyrodniczej (ziemia krąży wokół słońca, człowiek powstał w wyniku ewolucji) czy psychologicznej, próbowano wyciągać wnioski teologiczne (człowiek nie jest najważniejszym stworzeniem na Ziemi, człowiek nie został stworzony przez Boga); filozoficzną refleksję nad wynikami dociekań nauk przyrodniczych przestawiano jako jedyną naukową interpretację owych odkryć...

J.