Internauta z Górnego Śląska 15.07.2006 21:32

Szczęść Boże! Mam taki dylemat. Otóż powszechnie jest wiadomo, że Pan Bóg jest miłosierny i każdemu daje szansę na nawrócenie się. Kocha się Go za wszystko, co stworzył, co od Niego pochodzi. No a kiedy przeczytałem po części Apokalipsę św. Jana, myślałem, że się rozczaruję. Bo tu nagle pojawia się wizja Boga gniewnego, chcącego się zemścić za wszystkie grzechy tego świata. Już czytając o pierwszej pladze( grad z ogniem i krew z nieba), poczułem dreszcze. Na myśl mi przyszła też św. Faustyna. Jezus jej powiedział, żeby odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego, bo wtedy człowiek uniknie gniewu Jego Ojca i zostanie obroniony przez Niego samego. A przecież Jezus a Bóg to to samo, bo jest jeden Bóg. Trójjedyny, ale jeden.
Zastanawia mnie też, jaki jest sens końca świata. Co takiego się ma wydarzyć z tymi, co będą wówczas na Ziemi i z tymi, którzy już cieszą się z bytowania w raju? Ale co będzie też z tymi, którzy byli w piekle, oddaleni od Boga? Czy w ogóle ma być początek jakiegoś nowego świata?

Odpowiedź:

1. Problem w tym, że chyba masz fałszywe wyobrażenie o Bożym miłosierdziu. Ludziom kojarzy się ono z dobrotliwym głaskaniem po główce. Tymczasem Bóg, choć miłosierny, stawia człowiekowi wymagania. Czasem wystawia go na ciężkie próby. Bo Bóg będąc miłosiernym, nie przestaje troszczyć się o prawdziwe dobro, o sprawiedliwość. Czasem niektórych musi dobrowadzać do porządku radykalnymi środkami. Jak jezus wypędzający przekupniów ze światyni. Albo wypowiadający swoje "biada" wobec faryzeuszów i uczonych w Piśmie (Mt 23)...

2. Sens końca świata... W tym dniu ludzie mają zmartwychwstać (ci, którzy dożyli tego czasu zostaną przemienieni) i ma nastać nowy (odnowiony) świat. Ci którzy byli w niebie, zmartwychwstaną do wiecznego zycia z Bogiem, a ci w piekle, do wiecznego potępienia...

J.