magda 11.01.2006 23:33

Czy posiadanie nielegalnej wersji Windows jest grzechem ?

Odpowiedź:

Problem tzw. piractwa komputerowego jest dość skomplikowany i wymaga uwzględnienia wielu czynników. Dochodzi tu do konfliktu dwóch wizji świata: liberalnej, akcentującej prawa jednostki do posiadania własności i korzystania z jej owoców i bardziej socjalnej, mówiącej o prymacie dobra wspólnego nad dobrem pojedynczego człowieka. Twórcy programów komputerowych są zdania, że za wykonaną pracę powinni otrzymać odpowiednie wynagrodzenie. Korzystający nielegalnie z ich oprogramowania podkreślają, że programiści swoje już dostali, a nieproporcjonalnie wysokie do rzeczywistego wkładu pracy ceny oprogramowania pozbawiają ich możliwości uczestnictwa w życiu współczesnego świata, spychając ich na jego margines. I to tylko z powodu braku pieniędzy na coś, co mogłoby być znacznie tańsze.

Ów spór trudno jednoznacznie rozstrzygnąć. Trzeba jednak zauważyć, że Kościół katolicki często krytykował skrajnie liberalne podejście do prawa własności. Zawsze przypominał o tzw. zasadzie powszechnego przeznaczenia dóbr. W katechizmie Kościoła Katolickiego (2402-2407) tak o sprawie napisano:

Na początku Bóg powierzył ziemię i jej bogactwa wspólnemu zarządzaniu ludzkości, by miała o nią staranie, panowała nad nią przez swoją pracę i korzystała z jej owoców. Dobra stworzone są przeznaczone dla całego rodzaju ludzkiego. Ziemia jednak jest rozdzielona między ludzi, by zapewnić bezpieczeństwo ich życiu, narażonemu na niedostatek i zagrożonemu przez przemoc. Posiadanie dóbr jest uprawnione, by zagwarantować wolność i godność osób oraz pomóc każdemu w zaspokojeniu jego podstawowych potrzeb, a także potrzeb tych, za których ponosi on odpowiedzialność. Powinno ono pozwolić na urzeczywistnienie naturalnej solidarności między ludźmi.

Prawo do własności prywatnej, nabytej lub otrzymanej w sposób sprawiedliwy, nie podważa pierwotnego przekazania ziemi całej ludzkości. Powszechne przeznaczenie dóbr pozostaje pierwszoplanowe, nawet jeśli popieranie dobra wspólnego wymaga poszanowania własności prywatnej, prawa do niej i korzystania z niej.

"Człowiek, używając tych dóbr, powinien uważać rzeczy zewnętrzne, które posiada, nie tylko za własne, ale za wspólne w tym znaczeniu, by nie tylko jemu, ale i innym przynosiły pożytek". Posiadanie jakiegoś dobra czyni jego posiadacza zarządcą Opatrzności; powinien pomnażać i rozdzielać jego owoce innym, a przede wszystkim swoim bliskim.

Dobra produkcyjne - materialne lub niematerialne - jak ziemie czy fabryki wiedza czy zdolności wymagają troski ze strony ich posiadaczy, by przynosiły pożytek jak największej liczbie ludzi. Posiadacze dóbr użytkowych i konsumpcyjnych powinni ich używać z umiarkowaniem, zachowując najlepszą cząstkę dla gościa, chorego, ubogiego.

Władza polityczna ma prawo i obowiązek - ze względu na dobro wspólne - regulować słuszne korzystanie z prawa własności.

W dziedzinie gospodarczej poszanowanie godności ludzkiej domaga się praktykowania cnoty umiarkowania, by panować nad przywiązaniem do dóbr tego świata, cnoty sprawiedliwości, by zabezpieczyć prawa bliźniego i dać mu to, co mu się należy, oraz solidarności, według "złotej zasady" i szczodrości Pana, który "będąc bogaty, dla nas stał się ubogim, aby nas ubóstwem swoim ubogacić" (2 Kor 8, 9).


W encyklice Centesimus annus, pochwalającej wolność gospodarczą papież napisał między innymi:

Wydaje się, że zarówno wewnątrz poszczególnych narodów, jak i w relacjach międzynarodowych wolny rynek jest najbardziej skutecznym narzędziem wykorzystania zasobów i zaspokajania potrzeb. Dotyczy to jednak tylko tych potrzeb, za których zaspokojenie można zapłacić, to jest które dysponują siłą nabywczą, i tych zasobów, które "nadają się do sprzedania", czyli mogą uzyskać odpowiednią cenę. Istnieją jednak liczne ludzkie potrzeby, które nie mają dostępu do rynku. W imię sprawiedliwości i prawdy nie wolno dopuścić do tego, aby podstawowe ludzkie potrzeby pozostały nie zaspokojone i do wyniszczenia z tego powodu ludzkich istnień. Konieczne jest też udzielenie ludziom potrzebującym pomocy w zdobywaniu wiedzy, we włączaniu się w system wzajemnych powiązań, w rozwinięciu odpowiednich nawyków, które pozwolą im lepiej wykorzystać własne zdolności i zasoby. Ważniejsze niż logika wymiany równowartości i niż różne formy sprawiedliwości, które się z tym wiążą, jest to, co należy się człowiekowi, ponieważ jest człowiekiem, ze względu na jego wzniosłą godność. To, co należy się człowiekowi, musi gwarantować możliwość przeżycia i wniesienia czynnego wkładu w dobro wspólne ludzkości (CA 34).

Oczywiście tekst ten nie dotyczy problemu dostępu do programów komputerowych, ale pokazuje prymat zasady powszechnego przeznaczenia dóbr nad prawem jednostki do korzystania z owoców swojej pracy...

Trudno o jednoznaczną ocenę moralną korzystania z nielegalnego oprogramowania komputerowego. W tej sprawie należy chyba rozważyć następujące sprawy.

A. Własność intelektualna jest czymś innym, niż własność materialna. Zabierając człowiekowi własność materialną pozbawiam go możliwości dalszego korzystania z niej. Skopiowanie czegoś, co stanowi własność intelektualną, nie pozbawia autora możliwości korzystania z niej i czerpania z niej zysków, ale zmniejsza jego zysk.

B. Jest rzeczą bezsporną, że twórcy programów komputerowych mają prawa do godziwego wynagrodzenia za swoją pracę. Należy jednak zapytać, czy jeden i ten sam program, sprzedawany w ogromnych ilościach egzemplarzy, którego skopiowanie praktycznie nic nie kosztuje, jest rzeczywiście tyle wart, a więc czy producenci domagają się godziwego, czy niesłusznie wysokiego wynagrodzenia za swoją pracę. Tom encyklopedii, którą tworzy wielu specjalistów, którą trzeba wydrukować i oprawić, kosztuje znacznie mniej

C. Uczciwość w transakcji kupna sprzedaży obowiązuje obie strony, nie tylko kupującego.
Stara zasada głosi, że chcącemu nie dzieje się krzywda. Jeśli autor programu w żaden sposób nie zabezpiecza swego produktu (klucz rejestracyjny umieszczony na opakowaniu produktu to żadne zabezpieczenie) to znaczy, że chyba zależy mu na tym, by jego towar ktoś „ukradł”. Celem takiego działania może być wyeliminowanie z rynku konkurencji, która lepiej dba o zabezpieczenie swojego programu. Taką sytuację w praktyce przerabialiśmy kilka lat temu, gdy wspomniana przez Ciebie w pytaniu firma niepodzielnie królowała na rynku. Dodajmy jeszcze, że nie jest to jedyny sposób, w jaki bogate firmy produkujące programy konkurują z małymi dążąc do zmonopolizowania rynku, a więc dyktowania cen z pominięciem zasad zdrowej konkurencji. A to działanie na niekorzyść kupującego. Sytuacja dziś trochę się zmieniła. Użytkownik ma wybór i może korzystać z darmowych systemów operacyjnych i innych programów.

D. Za ten sam towar niejeden użytkownik płaci kilka razy. W zamyśle twórców licencji na oprogramowanie, jest on przypisany do konkretnego komputera. Jeśli ktoś korzysta z niego w pracy, na użytek domowy musi zakupić drugi. Tymczasem program nie jest nieruchomością. Skoro z pracy można zabrać np. potrzebą książkę, nie powinno się stwarzać problemów z wypożyczeniem programów do domu. Dodajmy przy tym, że sprzedający nieraz oferują swój towar jedynie w formie pakietów, a kupujący płaci za programy, które nie są mu potrzebne. Ciekawe co by było, gdyby sprzedawcy samochodów obowiązkowo zmuszali swoich klientów do dopłacania za luksusowe radio.

E. W naszej kulturze zawsze dbano o szeroki dostęp ogółu do wiedzy i innych dóbr duchowych. Wiele z nich udostępniano za darmo. Tak jest np. jeśli chodzi o książki. W wielu wypadkach kupuje je biblioteka, a czytelnicy mogą z nich korzystać praktycznie za darmo. Nie widać racjonalnego powodu, by programy komputerowe traktować inaczej.

F. Jak już napisano wyżej, brak dostępu do programów komputerowych z powodu ich wysokiej ceny może być przyczyną większego upośledzenia społecznego tych, których na drogie zakupy nie stać.

Podsumowując. Odpowiadającemu nie wydaje się, aby Microsoft wiele stracił z tego powodu, że korzystasz za darmo z jego produktów. Jeśli więc mamy do czynienia z grzechem, to raczej powszednim, lekkim...

Na koniec warto jeszcze zwrócić uwagę na dwie sprawy. Otóż wydaje się, że nieco surowiej należy ocenić sytuację, w której ktoś korzysta z nielegalnych programów w celach zarobkowych. Skoro zawdzięcza swoje utrzymanie między innymi temu, że ktoś wyprodukował jakiś użyteczny dla niego program, powinien poczuwać się do obowiązku odstąpienia części swojego zysku twórcy owego programu. Tu nie wchodzi w grę dostęp do dóbr kultury, o którym napisano w punkcie F. Program jest narzędziem pracy. Narzędziem pomagającym osiągnąć zupełnie wymierny zysk.
Jeszcze surowiej należy ocenić sytuację, w której ktoś żyje (lub dorabia) ze sprzedaży nielegalnego oprogramowania. Podobnie jak w poprzednim przypadku nie można jego postępowania wytłumaczyć chęcią dostępu do współczesnej kultury. O ile jednak ktoś korzystający z nielegalnego oprogramowania zarabia w dużej mierze dzięki swojej pracy, o tyle wkład pracy pirata w osiągnięcie tego zysku jest znikomy.

Zobacz też TUTAJ

red.