06.07.2005 13:35

Św. Teresa z Lisieux miała zwyczaj nie tłumaczyc się gdy ją za cos nisłusznie zganiono. Np. spadł dzbanek (sam), powiedziano jej by bardziej uważała a ona odpowiadała "dobrze, będę ostrożna". Nie rozumiem - dlaczego mamy brac na siebie niesłuszne nagany? Nie wolno nam dbac o swoje dobre imię? Miłośc własna powinna zpstrac przez nas podeptana az do tego stopnia?

Odpowiedź:

Kiedy odpowiadający czyta takie pytanie ma wrażenie, że także nam, chrześcijanom i katolikom udziela się coś, co można by nazwać jakimś duchowym imperializmem. Imperializmem w tym sensie, że wydaje nam się, iż istnieje tylko jeden sposób bycia chrześcijaninem. Np. "dobry chrześcijanin powinien całe życie poświecić Jezusowi (czytaj: iść do zakonu); droga małżeństwa to tylko ustępstwo na rzecz ludzkiej słabości w dziedzinie seksualnej". A inni: "księża i zakonnicy nie są dobrymi chrześcijanami, gdyż nie realizują Bożego nakazu rozmnażania się". Albo: "formowanie się na róznych spotkaniach nie ma sensu, bo człowiek najlepiej formuje się przez działanie; trzeba więc działać a nie się uczyć" a z drugiej strony "zaczniemy działać, kiedy odpowiednio się uformujemy"...

Tymczasem to, co w Kościele katolickim jest chyba najpiękniejsze, co odróżnia go od wielu innych grup religijnych, jest wielość dróg. Jest w Kościele miejsce dla chrześcijan uczciwie wypełniających swoje obowiązki wobec współmałżonka i dzieci oraz starających się swoją pracę zawodową traktować jak służbę (także hydraulicy czy fryzjerzy). Jest miejsce dla księży - celibatariuszy. Jest miejsce dla zakonów, których głownym polem działania sa misje, ale i dla takich, które poświęcają się pracy z młodzieżą, prowadzą działalność charytatywną albo naukową. Jest także miejsce dla tych, którym całe życie upływa na modlitwie i pracy na swoje skromne utrzymanie. Ta wielość dróg, często także wielość postaw, to bogactwo. Nie musimy być jednakowi. Nie wszyscy muszą być jak św. Franciszek - chodzić boso i miłować siostrę biedę. Nie wszyscy muszą - jak wielcy mistycy - spędzać codziennie wiele godzin na modlitwie. Nie wszyscy muszą - jak Matka Teresa z Kalkuty - szukać biednych na ulicy... Kościół to jedno ciało, ale składające się z wielu członków. Wszyscy jesteśmy sobie potrzebni...

Tak jest i z postawą św. Teresy. Nie wszyscy musimy ją naśladować. Pan Jezus spoliczkowany podczas procesu zapytał co było złego w Jego odpowiedzi, a jeśli nie było nic złego, to dlaczego został uderzony. Ale nie możemy zabraniać ludziom przyjmowania postawy św. Teresy. To piękny przykład dla tych, którzy ciągle o wszystko lubią się wykłócać...

J.