emmka 17.11.2003 16:27

Jeśli kogoś denerwuje, że chodzę co dzień na Mszę św. (np. rodziców ), tak że odbija się to na ich zdrowiu ( nerwy) , to dalej należałoby chodzić, no bo jak iść do Komunii, gdy ktoś mi wcześniej zarzuca, że go doprowadzam do wściekłości. Albo siostrę denerwuje, że w piątki nie chcę iść na dyskotekę i twierdzi, że moja nadgorliwość zniechęca ją do chodzenia do Kościoła. Czy naprawdę jestem nadgorliwa i odpowiedzialna,że siostra nie chce iść do Kościoła? Czy jeżeli jestem przekonana,że to nie jest nadgorliwe, a ktoś twierdzi inaczej, to lepiej z danej praktyki religijnej zrezygnować, by nie denerwować ( a koleżankę denerwuje,że robię znak krzyża przed Kościołami) ?

Odpowiedź:

Pan Jezus kiedyś powiedział: „(...) Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. (...)”

Wydaje się, że Tobie właśnie przyszło przeżywać taką sytuację, gdy z powodu Chrystusa „będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy”. Bo co właściwie komuś przeszkadza co Ty robisz, skoro nie jest to nic złego? Dlaczego ktoś denerwuje się, że idziesz do kościoła? Dlaczego ktoś Tobie próbuję przypisać odpowiedzialność za swoją niechęć do niedzielnej Mszy? Dlaczego jest na Ciebie zły, że nie chcesz iść w piątek na dyskotekę? I jaki to przejaw tolerancji, gdy komuś przeszkadza, gdy się przed kościołem przeżegnasz? Zdaje się, że po prostu jesteś dla tych ludzi wyrzutem sumienia. Dlatego Twoja postawa ich razi...
Prawdziwa i szczera pobożność nigdy nie może być nazwana nadgorliwością. Bogu wszystko zawdzięczamy. Jego zawsze powinniśmy stawiać na pierwszym miejscu. A nasza pobożność nigdy nie jest „wyrównaniem” wzajemnych zależności. Zawsze jesteśmy Bożymi dłużnikami. Nie można więc Bogu dać „za dużo”. Inaczej byłoby oczywiście w sytuacji pobożności fałszywej, zakłamanej. Można mówić o nadgorliwości, gdy np. jak wielkich grzeszników traktuje ktoś tych, którzy nie poszli na różaniec, albo nie słuchają niedzielnej transmisji Mszy... Ty niczego nikomu nie narzucasz. Twoje odczucia, że nie jesteś nadgorliwe są więc najprawdopodobniej słuszne...

Nie rezygnuj ze swoich praktyk religijnych. Ostatecznie Ty swoich bliskich do niczego nie zmuszasz. Masz prawo tego samego oczekiwać od innych... I nie jest w żadnym wypadku Twoim grzechem, gdy denerwuje ich, że robisz dobrze. To wyjątkowo podła forma szantażu...

J.