Aneta Kaczor 04.01.2003 21:34

Chciałabym pomóc młodemu chłopakowi wrócić na łono Kościoła.Ma 19 lat i bardzo oddalił się od Boga.Obwinia go za wszystkie swoje niepowodzenia.Mało tego -twierdzi,ze Bóg jest zły.W kazdym bądź razie wyraził chęci aby lepiej poznać swoją wiarę.Prosze o podpowiedź od czego zacząć katechizację, aby go nie zniechęcić i nie przerazic ?Dodam że jego wiedza religijna(jeśli mogę się tak wyrazić )jest żadna.Niestety.Proszę o odpowiedż prywatnie.Mój adres: anetakaczor@poczta.onet.pl.Dziękuję i pozdrawiam.Z Panem Bogiem.

Odpowiedź:

Proszę wybaczyć, ale nasze rady mogą okazać się nieskuteczne... Pani na pewno będzie musiała, trzymając rękę na pulsie, prostować u niego pewne sprawy na bieżąco...
Warto chyba zdać sobie sprawę, że wiara i niewiara rodzą się w sercu człowieka. Człowiek wierzy, jeśli chce i nie wierzy, jeśli tak wybrał. Argumenty są sprawą raczej drugorzędną. Spora część wysiłku powinna więc pójść w kierunku, by ten człowiek chciał uwierzyć...
Najpierw można chyba wskazać na pewną sprzeczność. Otóż ów młody człowiek oskarża o wszystkie niepowodzenia Boga, a w Niego nie wierzy. Trzeba więc, by uznał, że jest. Dalej, trzeba będzie mu pokazać, kim Bóg jest naprawdę. To trudniejsze. Cukierkowaty obraz Boga raczej go nie przekona. Proponujemy lekturę 1 rozdziału Izajasza i księgi Ozeasza. Tam jest napisane, że Bóg kocha, ale musi też czasami ukarać. Choć nie przestaje kochać. Może to pomoże mu na swoje nieszczęścia patrzeć jak na wezwanie do nawrócenia. A może też należy jakoś wskazać mu, że z konkretnego nieszczęścia wyszło dla niego jakieś dobro. Bo jakoś trudno nam uwierzyć, by owe nieszczęścia były aż tak ogromne i przytłaczające. Choć oczywiście nie znamy sytuacji...

Pamiętając jednak, że chce poznać wiarę, można zacząć od Ewangelii. Można zacząć od Marka albo Łukasza... Raczej nie od prawd katechizmowych... No i raczej nic na siłę. Musi sam chcieć. Nie ma się też co na niego obrażać, jeśli zacznie się wycofywać. Nieraz trzeba bardzo długo czekać...
Bardzo przepraszamy, że nic mądrzejszego nie przychodzi nam tu do głowy...

J.