Gość. 14.02.2021 20:07

Mam pytanie w sprawie spowiedzi generalnej. Kiedyś wpadłam w grzechy nieczystości i zatajałam je na spowiedzi. W końcu, myślę, że za sprawą łaski Bożej, wyznałam te grzechy oraz to, ze wszystkie spowiedzi i Komunie były świętokradzkie. Odtąd spowiadałam się już szczerze. Po paru latach jednak znowu zaczęły się wątpliwości - czy ksiądz na pewno zrozumiał, czy dobrze powiedziałam... Dodatkowo zaczęły przypominać mi się jeszcze inne grzechy z przeszłości. Do tej sytuacji i grzechów wracałam na niektórych spowiedziach i w końcu zaczęłam mieć dość, dlatego rok temu zdecydowałam się na spowiedź generalna z całego życia, zwłaszcza, że te grzechy nieczystości znów zaczęły wracać. Przygotowywałam się parę dni, spisałam wszyskto na kartkę i poszłam do spowiedzi z intencją, że, pomimo wstydu, powiem wszystko co miałam na kartce i co mi leży na sercu, żeby załatwić tą sprawę i być pewną, że jestem fair wobec Pana Boga. Udało się, z wyjątkiem jednego grzechu, którego świadomie nie doprecyzowałam. Chodzi dokładnie o nieczyste myśli, pragnienia i wyobrażenia. Powiedziałam, że miałam je z różnymi osobami, jednak wstyd mnie zblokował przed wyznaniem dokładnie z kim (głównie miałam na myśli księży). Dodam, że przy innych spowiedziach zazwyczaj mówiłam ogólnie o nieczystych myślach. Później, na koniec spowiedzi generał ej zapytałam spowiednika czy powiedziałam o tym grzechu, jednak znów nie powiedziałam tego co mi zawracało myśli. Na koniec zostałam zapytana czy wszystko szczerze wyznałam czy jest jeszcze coś, ja powiedziałam, że wszystko, bo już głupio było mi znowu wracać do tego i o tym mówić. Dostałam rozgrzeszenie. Później zaczęłam się zastanawiać czy to niedopowiedzenie nie skutkowało spowiedzią świętokradzką, a co za tym idzie kolejnymi spowiedziami swietokradzkimi i przyjęciem Pana Jezusa w ten sposób. Po paru tygodniach postanowiłam opowiedzieć o tym innemu spowiednikowi po wyznaniu grzechów. On nic na ten temat jednak nie powiedział. Stwierdziłam więc, że sprawę tę oddam już całkowicie Bożemu Miłosierdziu. Od tego czasu spowiadałam się normalnie i ze wszystkiego (tutaj dodam, że czasem wydaje mi się, że wyznawałam grzechy, które wydawały mi się nie być ciężkie, jednak wiedziałam, że jak tego nie powiem, przynajmniej ogólnie to będę się zamartwiać, że znów coś zataiłam), chodziłam do Komunii, zaczęłam się więcej modlić. Mogę powiedzieć, że w pewnym stopniu rozwinęłam się duchowo. Jednak ostatnio znowu zaczęły przychodzić do mnie myśli czy jednak nie powinnam powtórzyć w całości tej spowiedzi generalnej. Być może to skrupuły, jednak nie staram się myśleć o Panu Bogu jako o jakimś okrutnym oskarżycielu, a raczej o Ojcu miłosiernym, który już nie chce, żebym się zamartwiała przeszłością, jednak powyżej opisane myśli od czasu do czasu przychodzą mi do głowy. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Czy za każdym razem oddawać to Panu Bogu, tak jak robię to cały czas, czy rzeczywiście znów powinnam wrócić do przeszłości? Zależy mi na normalnej, szczerej i uczciwej relacji z Bogiem.
Z góry dziękuję za odpowiedź. Z Panem Bogiem!

Odpowiedź:

Wydaje mi się, że rozstrzygające jest tu milczenie tego ostatniego ze spowiedników, do którego zwróciłaś się z pytaniem. Skoro on uznał, że nie ma potrzeby spowiadania się ponownie, to znaczy, że nie trzeba. Koniec,  kropka.

Wyjaśnię jeszcze dwie sprawy: akurat grzechy przeciwko 6 przykazaniu traktuje się przy wyznaniu ich w spowiedzi łagodniej, bez konieczności wyznawania z oczywistych powodów krępujących szczegółów. Wyznanie, że miało się nieczyste myśli, niezależnie od ich treści, uznałbym za wystarczające. I tak pewnie uznał też ów ostatni ksiądz.

Pod drugie, już na przyszłość... Czy myśli się w sposób nieczysty o księdzu czy nie, nie ma w zasadzie większego znaczenia. Pewną różnicę stanowi grzech tzw rozwiązłości świętokradczej: związany nie z pociągiem do danej osoby, ale właśnie do funkcji, jaką sprawuje; ze względu na to że jest księdzem.  Wtedy faktycznie od strony ciężaru grzechu mielibyśmy do czynienia z czymś nieco innym. Ale to na przyszłość, teraz już można do przeszłości nie wracać. Spowiedź ją zamknęła.

J.