Gość 11.09.2019 21:23

Chciałbym zapytać o ten fragment z Łk 13,24-29:

24*Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. 25 Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: "Panie, otwórz nam!"; lecz On wam odpowie: "Nie wiem, skąd jesteście". 26 Wtedy zaczniecie mówić: "Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś". 27 Lecz On rzecze: "Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!" 28 Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. 29 Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym.*

Chciałbym zapytać o Miłosierdzie nieskończone Pana Boga i o potępienie, i w tym o grzech przeciw Duchowi Świętemu.

Znam tłumaczenia o grzechu przeciw Duchowi Świętemu i o tym jakie jest tłumaczenie tego kto i dlaczego idzie do piekła na potępienie. Czyli, że dana osoba, po sądzie (lub może i za życia) bardziej umiłowuje zło niż dobro i gdy Pan Bóg chce dać Miłosierdzie, takie osoby mówią, że chcą iść do piekła, że mają gdzieś Pana Boga i nie chcą Jego zbawienia, a wolą cierpieć. W skrócie, że mówią Mu NIE. I jest tu akcent, że Pan Bóg chce dać Miłosierdzie człowiekowi i decyzja o niebie czy piekle należy do człowieka, po co wyciągnie rękę, to będzie miał, co bardziej umiłował. I czytałem na wielu odpowiedziach i na katolickich stronach, że nawet może być sytuacja że ktoś nie odbył spowiedzi i umarł czy miał grzechy, a na sądzie czy przy śmierci przychodzi światło i łaska i taka osoba rzuca się w Miłosierdzie Boga i jest zbawiona. Coś takiego jest chyba też w dzienniczku siostry Faustyny napisane, jeśli się nie mylę.

W związku z tym, chcę zapytać, jak to tłumaczenie odczytać w odniesieniu do tego fragmentu z Łukasza, który zacytowałem?

Bo tutaj te osoby z tego co jest napisane w słowie wołają i kołaczą do Pana Boga, że chcą iść do nieba, chcą do Pana Boga. Nie mówią, że chcą iść do piekła. Jakby widać w nich, że one nie chcą iść do piekła. A z kolei tutaj jest obraz, że to Pan Bóg zamyka drzwi i nie chce On ich wpuścić, mimo że oni Go o to proszą i chcą wejść do Domu Bożego. Jak to rozumieć w odniesieniu do tego, że wierzy się, że jeśli ktoś prosi Boga o Miłosierdzie i prosi Go o Niebo i chce iść do Nieba, to Pan Bóg się lituje i nigdy się na to nie zamknie i okaże Miłosierdzie – gdy tu z kolei oni proszą, a Pan Bóg zamyka drzwi, nie daje Miłosierdzia, nie daje Nieba? I mają iść w ciemności, do piekła, gdzie płacz i zgrzytanie zębów, mimo, że tego nie chcą? Mimo, że kołaczą i chcą wejść? Tu nawet Pan Bóg nie pyta ich czy chcą iść do nieba czy do piekła. Tylko zamyka drzwi. Jak to się ma do decyzji człowieka, że się buntuje i mówi NIE i wybiera piekło – gdy oni kołaczą i chcą do Boga?

Jak zatem jest z tym potępieniem i Miłosierdziem?

Dziękuję za odpowiedź.

Odpowiedź:

No tak... Wytłumaczenie możesz znaleźć na przykład TUTAJ

W skrócie: te słowa Jezusa w pierwszym rzędzie odnoszą się do Izraela. To on wybiera szerokie bramy, którymi kończą się drogi faryzeuszów, saduceuszów i innych, a nie chce wejść na drogę nauczanej przez Jezusa Ewangelii. To oni kiedyś - jako naród niegdyś wybrany - będą wołać, że przecież są wybrani i że się im niebo należy. Bo przecież nawet Syn Boży po ich ziemi chodził. Ale nie ma znaczenia wybranie, zaszczyty których naród dostąpił, ale czy się nawrócił. I dlatego wyprzedzą ich ci "ze wschodu i zachodu"; choć są potomstwem Abrahama, Izaaka i Jakuba, nie otrzymają ich dziedzictwa...

Odnieść to można też oczywiście do współczesnych. Dziś też mogą być tacy, którym wydaje się, ze zbawienie im się należy, a oni nic nie muszą z siebie dać; mogą dopuszczać się wszelkich nieprawości, a Bóg i tak musi ich wziąć do nieba. Zauważ, że nie napisano, iż owi kołatający do drzwi czegokolwiek żałują. Oni powołują się na swoje znajomości: znasz nas, bo przecież z nami mieszkałeś, u nas nauczałeś. A Jezus mówi im, ze tak to nie działa. Że nie zna ich, bo dopuszczali się nieprawości. Oni by chcieli trafić do nieba, ale nie zrobili nic, by przygotować na niebo swoje serce...

Rozmyślałem nad tym... Dlaczego Bóg nie może wziąć do nieba tych, którzy nie chcieli się nawrócić? Ano myślę, że oni w niebie byliby nieszczęśliwi. Ot, dla zobrazowania: jest sobie człowiek, który bardzo lubi imprezować. Dwa, trzy razy w tygodniu idzie wieczorem na dyskotekę, pije, ćpa. Zachęcają go, żeby wybrał się kiedyś w góry, połaził, zmęczył się, ale on nie chce: woli swój styl życia. Przychodzi czas śmierci. I okazuje się, że niebo będzie polegało na chodzeniu po górach. Czy on, który nigdy gór nie kochał, mógłby w takim niebie być szczęśliwy? Czy znalazł by się tam, czy raczej ciągle marudził, że nie tak?

Tak jest z nieprawością i z niebem. Kto kocha nieprawość w niebie niczego ciekawego dla siebie nie znajdzie.

J.