Gość 02.04.2019 21:50

Czy grzechem jest narzekanie na trudy życia? Kiedyś powiedziałam do przyjaciela, że moje życie jest tak trudne ( zostałam wdową w młodym wieku, sama wychowywałam 13 letniego syna, który ożenił się i nie kontaktuje się bo zwróciłam uwagę aby nie mieszkał przed ślubem ze swoją dziewczyną) i że nie mam żadnej rodziny,że Pan Jezus był w czasie drogi krzyżowej ze swoją Matką i uczniami a ja jestem sama? Mam też kłopoty w pracy - szef stosuje mobbing. Rodzice i teściowie nie żyją, nie mam żadnej bliskiej rodziny.

Odpowiedź:

Nie. Grzechem nie jest to na pewno. Raczej szukaniem wsparcia... I gdybym miał coś jeszcze powiedzieć to raczej to, że pewnie Bóg nie uważa, że jesteś do niczego, ale raczej jesteś Bogu w tym sowim cierpieniu szczególnie bliska. Bo Bóg zawsze jest po stronie tych, którym w życiu ciężko. Zwłaszcza gdy cierpienie, które ich spotyka wiąże się z wiernością Chrystusowej Ewangelii (syn, upomnienie go). A to, że Jezus miał nawet na Drodze Krzyżowej obok siebie bliskich, to prawda. Nie sądzę, by się oburzał, gdy to zauważasz. Zresztą...

Zwróć uwagę, że mamy tendencję do tego, by uznać cierpienie Jezusa za największe cierpienie jakie można sobie wyobrazić. Są tacy, którzy na uwagą, że bywają większe, choćby dlatego, ze rozłożone w czasie, używają argumentu: ale to było cierpienie osoby skrajnie nie winnej. Jakby wina, nasze słabości mogły być powodem, dla którego cierpienie nam się należy, więc nie powinniśmy narzekać. Nie, to nie tak. Jezus bardzo cierpiał. Ale to nie znaczy, ze cierpiał najbardziej. I kto jak kto, ale On, który jest Prawdą wie o tym najlepiej.

A co do mobbingu... Wczoraj akurat czytałem artykuł na ten temat. Wedle specjalistów cytowanych w tym artykule do takich działań skłania osobowość makiaweliczna, narcyzm albo psychopatyczna. Radzić sobie można przez asertywność. Chodzi o to, żeby nie pozwolić szefowi grać w jego gierki. Ale wtedy trzeba być też gotowym z pracy odejść. No i jeszcze jedno: trzeba być na tyle mocnym, żeby naprawdę być przekonanym o winie szefa, a swojej niewinności. Co z sytuacji mobbingu, bez wsparcia innych, może się okazać nieosiągalne...

A więc nie: zdecydowanie skarżenie się na uciążliwość życia czy życiowe kłopoty grzechem nie jest. Mogłaby być, gdyby ktoś stanowczo przesadzał i narzekał ciągle i na wszystko, choć obiektywnie nie miałby na co. Ale to też za wielki grzech uznać ciężko...

J.