Kacper 10.01.2017 18:37

Mam pytanie dot. wulgaryzmów. Odpowiadający w swoich odpowiedziach pisał, że zasadniczo nie są one grzechem ciężkim, chyba że kierujemy je w stronę innych osób. Wtedy wielkość grzechu zależy od wielkości wyrządzonej krzywdy. Rozumiem że grzech ciężki byłby jeżeli sklęli byśmy sąsiada podczas kłótni, czy np. zwyzywali kogoś bardzo mocno bo mieliśmy gorszy humor a ten ktoś nas zdenerwował, nawet jeśli nic złego nie zrobił.

Ale chciałbym zapytać co z sytuacjami gdy wulgaryzm kierujemy w stronę kolegi i nikt się nie obraża, tylko się śmieje? Nie wydaje mi się żeby to był grzech ciężki, sam z niektórymi znajomymi tak rozmawiam i nikt nie robi problemu z tego, co nie zmienia faktu że powinienem rozmawiać bardziej kulturalnie.

Albo gdy się z kogoś trochę śmieję i dodam jakiś epitet w postaci wulgaryzmu a ta osoba tego nie słyszy, oczywiście nie jest to śmianie się z kogoś celem zepsucia mu reputacji, tylko wynikające z rozmowy ze znajomymi o kimś np. Albo gdy na drodze ktoś nas zdenerwuje i zaklniemy.
Czy takie sytuacje powodują utratę łaski uświęcającej ? Nie jestem dokładnie obeznany w tych sprawach i pewności nie mam ale wydaje mi się że nie są to jakieś wielkie grzechy.

Odpowiedź:

Masz rację, sytuacje o których piszesz raczej nie są grzechami ciężkimi. Gwoli ścisłości nie jestem pewien, czy pierwszą z opisanych sytuacji można z całą pewnością uznać za grzech ciężki (kłótnia z sąsiadem). Piszesz tam o złym humorze, zdenerwowaniu, a to może oznaczać ograniczenie dobrowolności czynu. W praktyce istotne jest też więc, co się dzieje po kłótni. Jeśli wojna trwa, to źle, ale jeśli jest próba przeproszenia, pojednania, to raczej grzechu ciężkiego nie ma...

J.