Delilah 26.05.2016 20:07

Zastanawia mnie pewna kwestia związana z planowaniem ciąży. Kościół katolicki zaleca NMPR. Wyobraźmy sobie młode małżeństwo, które trochę się boi przyjąć nowe życie, więc zgodnie z doktryną kościoła wykorzystują ww. metody. Dziś wiemy, że skrupulatne stosowanie tych metod jest bardzo skuteczne. Z pomocą przychodzi nawet technologia - małe komputery do monitoringu cyklu, które są bardzo chwalone przez użytkowniczki. Ostatnio nawet aktorka Zofia Zborowska zachwalała te komputery w programie śniadaniowym zaklinając się, że gdyby tylko słyszała o nich wcześniej, to nigdy nie faszerowałaby się szkodliwą, chemiczną antykoncepcją. Czy to nie jest tak, że te naturalne metody, to trochę coraz modniejsza antykoncepcja eco? Zdrowa i przyjazna, choć trochę bardziej wymagająca? Czy sam fakt, że współżycie trzeba na jakiś czas zawiesić, żeby nie doszło do zajścia w ciążę uprawnia NMPR do miana czegoś, co absolutnie antykoncepcją nie jest?

Weźmy dwie żony. Obie odkładają decyzję o dziecku z ważnych powodów (np. słabego zdrowia, tego, że nie mogą znaleźć pracy) i jedna z nich stosuje antykoncepcję, druga naturalne metody przy wykorzystaniu drogiego komputerka. Żyją tak samo, mają mężów, których kochają, żadna z nich nie zachodzi w nieplanowaną ciążę, ale ta pierwsza żyje w grzechu ciężkim, a druga nie. Różnica między nimi jest tylko taka, że ta druga zadaje sobie trochę więcej trudu, żeby w ciążę nie zajść.

Pamiętajmy, że żadna z pań nie traktuje seksu tylko jako przyjemności, chodzi budowanie relacji z mężem, miłość wyrażają w czynie. Po prostu w tej chwili nie mogą mieć dziecka. Ja tu nie widzę różnicy, a jednak z punktu widzenia KK, ta pierwsza będzie żyła grzechu ciężkim i nie będzie mogła przyjąć komunii, a ta druga będzie mogła.

Czy nie powinno być tak, że jeśli faktycznie zawierza się Bogu, to Jemu powinno się zostawić decyzję o dzieciach i nie stosować niczego? Żadnych metod termiczno-objawowych, obliczeń i tym bardziej technologii?

Odpowiedź:

Żyło sobie dwóch ludzi. Jeden był biednym drugi bogatszy. Ten biedny, owszem, kradł, ale nie bardzo miał inne wyjście. Bo nie umiał znaleźć legalnej pracy. Drugi pracował. Nie był przez okoliczności losu zmuszony do kradzieży. Który z nich był lepszym człowiekiem?

Właśnie taki dylemat każe mi Pani rozwiązywać porównując osoby biedne stosujące antykoncepcję i bogate, które stać na komputerek, które nie stosują antykoncepcji. 

A ja nie czuję się władny rozstrzygać tego rodzaju dylematów. Od sądu jest Bóg, nie ja. Ja mogę napisać tylko, co jest obiektywnie zgodne z nauką Kościoła, a co zgodne z nią nie jest.

Pytany o metody naturalne i antykoncepcję zazwyczaj odpowiadam, że jest różnica między byciem jednookim a wyłupieniem sobie oka; zaakceptowaniem faktu bezpłodności a sprawieniem, by współżycie było niepłodne. Ale różnicę między stosowaniem metod naturalnych a metod i środków nienaturalnych znacznie spokojniej wyjaśnił Jan Paweł II w Familiaris consortio. Przytoczmy jej 32 punkt:

W kontekście kultury, która poważnie zniekształca lub wręcz zatraca prawdziwe znaczenie płciowości ludzkiej, gdyż pozbawia ją zasadniczego odniesienia do osoby, Kościół uważa za swoją bardzo naglącą i niezastąpioną misję ukazywanie płciowości jako wartości i zadania całej osoby ludzkiej - mężczyzny czy kobiety - stworzonych na obraz Boga.

W tej perspektywie Sobór Watykański II jasno stwierdza, że „kiedy ... chodzi o pogodzenie miłości małżeńskiej z odpowiedzialnym przekazywaniem życia, wówczas moralny charakter sposobu postępowania nie zależy wyłącznie od samej szczerej intencji i oceny motywów, lecz musi być określony w świetle obiektywnych kryteriów, uwzględniających naturę osoby ludzkiej i jej czynów, które to kryteria w kontekście prawdziwej miłości strzegą pełnego sensu wzajemnego oddawania się sobie i człowieczego przekazywania życia; a to jest niemożliwe bez kultywowania szczerym sercem cnoty czystości małżeńskiej” .

Właśnie wpatrzony w wizję, która uwzględnia „całego człowieka i całe jego powołanie, obejmujące nie tylko porządek naturalny i doczesny, ale również nadprzyrodzony i wieczny” , Paweł VI stwierdził, że nauka Kościoła „ma swoją podstawę w ustanowionym przez Boga nierozerwalnym związku - którego człowiekowi nie wolno samowolnie zrywać - między dwojakim znaczeniem tkwiącym w stosunku małżeńskim: między oznaczaniem jedności i oznaczaniem rodzicielstwa”. W końcu przypomniał, że należy odrzucić — jako wewnętrznie nieuczciwe - „wszelkie działanie, które - bądź to w przewidywaniu zbliżenia małżonków, bądź podczas jego spełniania, czy w rozwoju jego naturalnych skutków — miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub stanowiło środek prowadzący do tego celu”.

Kiedy małżonkowie, uciekając się do środków antykoncepcyjnych, oddzielają od siebie dwa znaczenia, które Bóg Stwórca wpisał w naturę mężczyzny i kobiety i w dynamizm ich zjednoczenia płciowego, zajmują postawę „sędziów” zamysłu Bożego i „manipulują” oraz poniżają płciowość ludzką, a wraz z nią osobę własną i współmałżonka, fałszując wartość „całkowitego” daru z siebie. W ten sposób naturalnej „mowie”, która wyraża obopólny, całkowity dar małżonków, antykoncepcja narzuca „mowę” obiektywnie sprzeczną, czyli taką, która nie wyraża całkowitego oddania się drugiemu; stąd pochodzi nie tylko czynne odrzucenie otwarcia się na życie, ale również sfałszowanie wewnętrznej prawdy miłości małżeńskiej, powołanej do całkowitego osobowego daru.

Jeżeli natomiast małżonkowie, stosując się do okresów niepłodności, szanują nierozerwalny związek znaczenia jednoczącego i rozrodczego płciowości ludzkiej, postępują jako „słudzy” zamysłu Bożego i „korzystają” z płciowości zgodnie z pierwotnym dynamizmem obdarowania „całkowitego”, bez manipulacji i zniekształceń.

W świetle samego doświadczenia tylu par małżeńskich, a także danych, których dostarczają różne gałęzie ludzkiej wiedzy, refleksja teologiczna winna uchwycić, a następnie, zgodnie ze swoim powołaniem, uwydatnić różnic antropologiczną a zarazem moralną, jaka istnieje pomiędzy środkami antykoncepcyjnymi, a odwołaniem się do rytmów okresowych: chodzi tu o różnicę znacznie większą i głębszą niż się zazwyczaj uważa, która w ostatecznej analizie dotyczy dwóch, nie dających się z sobą pogodzić, koncepcji osoby i płciowości ludzkiej.

Wybór rytmu naturalnego bowiem, pociąga za sobą akceptację cyklu osoby, to jest kobiety, a co za tym idzie, akceptację dialogu, wzajemnego poszanowania, wspólnej odpowiedzialności, panowania nad sobą. Przyjęcie cyklu i dialogu oznacza następnie uznanie charakteru duchowego i cielesnego zarazem komunii małżeńskiej, jak również przeżywanie miłości osobowej w wierności, jakiej ona wymaga.

W tym kontekście para małżeńska doświadcza, że ich wspólnota małżeńska ubogaca się takimi wartościami, jak czułość i serdeczność, które są czynnikami głęboko ożywiającymi płciowość ludzką również w jej wymiarze fizycznym. W ten sposób płciowość zostaje uszanowana i rozwinięta w jej wymiarze prawdziwie i w pełni ludzkim, nie jest natomiast „używana” jako „przedmiot”, który burząc jedność osobową duszy i ciała, uderza w samo dzieło stwórcze Boga w najgłębszym powiązaniu natury i osoby.

J.