Maria 20.12.2015 22:59

Mam pytanie, w kwestii nie dotyczącej mnie, ale bliskiej mi osoby, a mianowicie czy korzystanie z bioenergoterapii jest grzechem? Np. kiedy ktoś jest chory i idzie do bioenergoterapeuty na kilka, czy kilkanaście wizyt? Wiem, ze kościół podchodzi do bioenergoterapii ostrożnie i taką tez ostrożność zaleca, bo może sie ona wiązać ze złem, ale wciąż nie mam odpowiedzi na pytanie, czy korzystanie z niej jest stricte grzechem?
Dodam, ze chodzi mi tutaj o dyplomowanego bioenergoterapeutę, nie jakichś tam pseudoznachorów, uzdrowicieli czy coś...

Czy może jest tak, ze nie powinno się korzystać z usług tylko niektórych bioenergoterapeutów, którzy np. mają w gabinetach sprzeczne z chrześcijaństwem symbole, np. Budda czy cos w tym stylu, a ci którzy deklarują sie jako katolicy sa juz w porządku i do nich można chodzić? Ale czy z kolei bioenergoterapeuta może być katolikiem, skoro "leczy" ludzi np. wahadełkiem i bliżej nieokreśloną energią? Bo bioenergoterapeuta, do którego jeździ osoba z mojej rodziny, stosuje właśnie owe wahadełko.
Jest to dla mnie trudny i wciąż niejasny temat, mimo iż czytałam cos niecoś o tym w Internecie. W kościele malo kiedy można o tym usłyszeć. Dlatego liczę na pomoc tutaj. Serdecznie dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam Odpowiadającego :)

Odpowiedź:

Kościół jest przeciwny bioenergoterapii. Nie jest to metoda wyjaśniona naukowo. Czyli jej ewentualna skuteczność jest niewiadomego pochodzenia. A wiele wskazuje na to, że mogą za nią stać złe duchy...

Moim zdaniem korzystanie z bioenergoterapii jest grzechem. Bo jest narażaniem się na nie wiadomo jakie złe konsekwencje. Zdrowie, życie, nie są tego warte. Gdy nie pomaga medycyna ani jakieś środki znane dawniej, ale dziś w medycynie zaniechane (np. jakieś wyciągi z roślin) to trzeba raczej zdać się na wolę Bożą...

J.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać