Gość 08.10.2015 10:18

Mam problem z koleżanką, która ma męża i 2 dzieci i wciąż ode mnie pożycza pieniądze - wiem, że ma trudną sytuację (mąż tylko pracuje, wynajmują mieszkanie, dzieci chorują, ma kredyty). Do tego jest osobą niezaradną życiowo i niezmiernie nieśmiałą. Do tej pory jej pożyczałam, zawsze oddawała (teraz już nie oddaje). To już idzie w setki złotych. Już parę razy, oprócz pieniędzy, dałam torby z jedzeniem, środkami czystości itd., zaproponowałam, że przyjmę na darmowe korepetycje jej syna. Ona korzysta z pomocy opieki społecznej (ma dopłatę do czynszu, obiady dzieci mają w szkole za darmo, dokładają do opału). Gdzieś tam też dorabia. Mówi, że nie ma znikąd pomocy i nie może liczyć na swoich rodziców (to jest dziwne bo rodzice mają stałe dochody). Czuję się przyparta do muru, że jak jej nie pożyczę, to albo jej prąd odłączą, albo coś tam się stanie. Do tego mnie okłamuje w różnych kwestiach. Często daje jej cynk, jak wiem o jakiejś ofercie pracy, żeby mogła sobie dorobić. W tej chwili jest sytuacja, że to mojej rodzinie nie starczy do 1, bo nie oddała mi pieniędzy. Ja też mam duże wydatki (wynajmujemy z mężem drogie mieszkanie, a pensje malutkie). Nie jestem w stanie pożyczać jej takich sum, o jakie prosi. Mąż mówi, żeby ograniczyć się do pomocy żywnościowej raz na jakiś czas. Już nie wiem, jak to się ma do tego, że trzeba się dzielić z biednymi i pomagać. Nie wiem, jak się po chrześcijańsku zachować.

Odpowiedź:

Wydaje mi się, że trudno wymagać, by człowiek dawał bliźniemu tyle, że jemu samemu już nie wystarcza. Pół biedy, gdyby była Pani sama i sama przymierała głodem. Ale ma Pani też swoją rodzinę, prawda? A przecież nie jest tak, że koleżanka nie ma nic. Pomoc społeczna jednak jej pomaga...

No i do tego to okłamywanie... Nie wiem w jakiej kwestii. Jeśli tylko w kwestii terminu oddania pieniędzy, to nawet byłby zrozumiałe. Ale jeśli te kłamstwa mają na celu wyłudzenie nowych pożyczek, to jednak bym już nie dawał...

Wydaje mi się, ze pomysł męża jest dobry: dać koleżance od czasu do czasu trochę najniezbędniejszych rzeczy...

J.