Gość 17.11.2013 14:03

Szczęść Boże,
jestem licealistką i bezgranicznie wierzę Jezusowi, staram się powierzyć Mu wszystkie sfery życia i postępować zgodnie z Jego nauką, mimo upadków. Niestety, w najbliższej rodzinie tylko ja taka jestem. Często spotykam się z drwinami, szyderstwami, szczególnie ze strony mamy. Jest wdową, od kilku lat żyje w niesakramentalnym związku, sakramentów unika jak ognia, czasem pójdzie ze mną na Mszę dla świętego spokoju, jednak jest świadoma, że żyje w grzechu, ale odsuwa tę myśl jak najdalej. Niby się cieszy, że chociaż ja jestem wierząca, ale co do czego, kiedy potępiam jej grzech, złe zachowanie, oczywiście z troski, a nie z pychy to zaczyna się awantura. Wszystkie złośliwe komentarze potrafię zignorować, ale nie mogę znieść, kiedy ktoś podważa dogmaty, kwestionuje świętość Kościoła czy Pismo Św. Martwię się o moją mamę, jej duchowość i zbawienie. Twierdzi, że to nie są czasy, by kierować się Ewangelią, że Ewangelia nie da nikomu jeść, że wszyscy robią inaczej, to jest staroświeckie, są inne czasy, a nonkonformiści mają przekichane i przez to nigdy niczego nie osiągnę, bo chcę dążyć do prostolinijności i uczciwości. (w sumie, średnio się tym przejmuję) Jak sobie radzić z taką postawą? Nadal ignorować? Czy pozostała mi tylko modlitwa? Czy mogę tylko patrzeć, jak upadają moi najbliżsi?

Odpowiedź:

Mam coś poradzić? No to nie prowokuj awanturowania się mamy i dalej żyj jak najbliżej Boga.

Nie sądzę, żeby Twojej mamie pomogło to, że będziesz jej przypominać, że żyje w grzechu. Ona o tym wie.  Dlatego szuka usprawiedliwienia. Ciągłe przypominanie jej o tym, ciągłe wzywanie do zmiany pewnie spowoduje to, że będzie coraz bardziej nastroszona. I coraz bardziej samotna.

Kochaj ją. Bądź dla niej dobra, módl się za nią. Nie chodzi o to, byś stwarzała pozory, że akceptujesz jej życie czy poglądy, ale żebyś ja kochała. A miłość w takich wypadkach potrafi milczeć. Nie przejmować się tym, że ktoś powiedział "grzesznych upominać", ale szukać prawdziwego dobra tej kochanej osoby. Myślę, ze dużo skuteczniej niż pouczaniem (w relacjach córka-matka to musi matkę boleć) pociągniesz ją ku dobru swoją postawą. Swoją delikatnością, dobrocią i osobista pobożnością... Tak mi się wydaje...

J.

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg