Marag 18.07.2009 11:59

Witam! Jestem mężatką od 12 lat, rok po ślubie straciłam ciążę 5-6 tydzień.Siedem mies pozniej zaszłam ponownie w ciążę. Teraz mam dwie córki w wieku 9 i 5 l. Prawie dwa lata temu ogladalam program o aborcji. Od tego czasu mam "chorą duszę" . Nie ma dnia abym nie myślała o moim nienarodzonym dziecku. Moje poronienie bylo samoistne, jednak mam jakies wyrzuty sumienia, ze płód "pływa gdzieś w kanalizacji", po prostu nie mogę uwolnić się od tych myśli, nie mogę sobie darować ze nie zrobiłam czegos aby pochowac to dziecko aby miało jakiś grobek. wszystko przez to ze na papierze toaletowym byl taki sluz, galaretka. Po udaniu sie do szpitala i zrobieniu mi usg w dokumentach napisano "pęcherzyka ciążowego nie stwierdzono". Ciąża jednak byla (wyniki testu + wyniki krwi). W tej sprawie bylam u psychologa. Zalecił modlitwę, zapalenie znicza, mszę w intencji spokoju duszy. Ja jednak od tego czasu nie mogę się "pozbierac".Gdy chodzę na cmentarz na grób mojego ojca palę drugą świeczkę dla mojego nienarodzonego dziecka. W nocy nie mogę spac. Czy ja powinnam się leczyc? Proszę Boga o miłosierdzie i spokój.Z ebym nie zwariowała, przecież mam dwie wspaniałe zdrowe córki. Czasami żałuję ze robiłam ten test ciążowy, gdyby nie to może wcale nie wiedziałabym ze bylam w ciąży. Dodam, ze wtedy po poronieniu czułam się jakby "wyróżniona" przez to ze spotkało mnie takie straszne doświadczenie, teraz odbieram to zupełnie inaczej. wiem ze moje kolezanki tez straciły ciąże ale nie mam odwagi ich zapytac czy myślą czasami o takich sprawach jak ja.
I jeszcze jedno? Proszę o odpowiedz!

Odpowiedź:

Na pewno nie ma powodów, by mieć wyrzuty sumienia. Spotkała Panią tragedia, ale niczemu Pani nie jest winna. Naprawdę.

Rady psychologa wydają się dość sensowne. Pani dziecko (o ile nie zaszła jakaś pomyłka) na pewno o nic Panią nie wini. Jego śmierć była Bożym dopustem, na który nie miała Pani wpływu. Co jeszcze można zrobić?

Odpowiadającemu wydaje się, że istotą problemu jakim są wyrzuty sumienia, gdy na rozum wiadomo, ze się nie zawiniło, jest pragnienie doskonałości. Może jaśniej.

Było - być może - z Pani strony jakieś drobne zaniedbanie (np. niezdrowy tryb życia). Wina jednak wydaje się większa, bo - tak się pewnie Pani obawia - to drobne zaniedbanie przyniosło opłakane skutki. Tymczasem wina ciągle jest mała albo nie było jej wcale. To trochę tak, jakby kierowca zarzucał sobie winę za spowodowanie wypadku, gdy tak naprawdę nawalił w samochodzie układ kierowniczy. Zawsze można wtedy mówić "gdybym jechał wolniej", "gdybym poszedł z samochodem wcześniej na przegląd" itd itp. Nie zmienia to faktu, że główną, a może i całkowitą winę za wypadek, ponosi sprzęt...

Jaka jest pani wina za owo poronienie? Nie było jej wcale albo było jakieś drobne zaniedbanie. Jaka jest Pani wina, jeśli chodzi o niepochowanie dziecka? Takich dzieci najczęściej nikt nie chowa. Można poronienia nie zauważyć, nie pomyśleć i wiele podobnych. Nikt nie uważa tego za winę, zło moralne. Panią chyba boli, że nie wykazała się odpowiednia czujnością, zaraz odpowiednio nie zareagowała... Cóż...

Nie jest może Pani doskonała jak anioł, ale na pewno nie jest Pani nieczułym draniem. Lekarstwem na to wszystko powinno być chyba pogodzenie się z tym, że można było może inaczej, ale Pani na czas na ten pomysł nie wpadła; musi Pani pogodzić się z myślą, ze nie jest idealna; idealna to znaczy taka, jaką by Pani chciała być. Zgoda na własna niedoskonałość, zgoda na uznanie, ze nie zawsze postępowała Pani najlepiej jak było można (choć powtarzam, trudno tu mówić o rzeczywistej winie) może Panią zmobilizować do lepszej opieki nad innymi dziećmi. Ale nic więcej.

Tak jak zapewne Pani sama wybaczyłaby taką postawę każdemu człowiekowi na świecie, tak musi też Pani wybaczyć samej sobie....

J.