aaaaa 18.01.2008 16:45

1.Chciałbym się zapytać o sprośne dowcipy o które się już pytałem, odpowiadający odpowiedział że powinniśmy unikać takich kawałów, czy byłby to grzech lekki czy ciężki.
http://zapytaj.wiara.pl/?grupa=8&art=1197641440&dzi=0
Napisał też odpowiadający że w ten sposób łatwo nam się zdemoralizować. To tak jak by zakazać wszystkim używania noża bo setny człowiek może być mordercą! W ogóle co można jeśli nic nie można. To jak powinienem się zachować jak ktoś mi opowiada taki dowcip, w telewizji lecą takie sceny, lub po prostu takie rzeczy mnie śmieszą. Czy powinienem się zamknąć w małym pokoiku i zerwać kontakt z tym światem. Denerwuje mnie to że jest wmawiane że np. wulgaryzmy sprowadzają stosunki ludzie do poziomu rynsztoka, albo przez sprośne dowcipy możemy się zdemoralizować. Staram się wystrzegać wielu złych rzeczy, ale krąg tego co mogę jak czytam te odpowiedzi ciągle się zacieśnia, w końcu nic nie powinienem robić. Może przytoczę co wg mnie jest sprośne, np. kawał:

(...)

I takich kawałów nie mogę czytać? Lub wiele filmów komedii ma w sobie takie dowcipy np. w american pie gdzie żarty na tym mniej więcej bazują. (...) Więc jak to jest i proszę mi odpowiedzieć czy takie coś jest grzechem i jakim i co wolno jak nic nie wolno. Przepraszam że pozwoliłem sobie przytoczyć taki kawał, ale musiałem wyjaśnić co znaczy dla mnie słowo „sprośne”

2.Jak należy się zachować jeśli chodzi o oglądanie np. wiadomości gdzie mówią że taki i taki człowiek coś złego uczynił, lub w takich magazynach jak „uwaga też rozmawiają o kimś kto coś tam złego zrobił”. Czy to nie obmowa? Jeśli z kimś dyskutuje o kimś bo ktoś mnie wkurzył czy to jest grzech lekki. Nieraz rozmawiam też że ktoś zrobił coś śmiesznego (ale w taki sposób że się ośmieszył) czy to też jest obmowa. I jaki to grzech, bardzo mi ciężko rozgraniczyć co jest już obmową, a co nie. Rozumiem że pewnych rzeczy nie powinno się mówić.

3.Czy zaproszenie kilku znajomych z komputerami i granie po sieci w piątek jest grzechem i jakim?

Odpowiedź:

1. Nie wchodząc w ducha polemiki... Jeśli chodzi o zgodę na sprośne kawały... Jak to już pisano tzw. sprośne kawały są różne. I różnie są przez ludzi odbierane. Na pewno jednak zgoda na wulgaryzację spraw płciowości nie jest moralnie obojętna. Nie jest też obojętne, czy zgadzamy się na erotyzację życia, na sprawdzanie wszystkiego do spraw łóżkowych. Ale proszę wybaczyć, odpowiadający nie sporządzi tabeli, z których kawałów wolno się śmiać, a z których nie; który kawał byłby jeszcze dozwolony, a który nie. Albo ile takich kawałów można w ciągu dnia usłyszeć. Uwzględniając zastrzeżenia natury moralnej każdy musi to ocenić sam. Ta naprawdę nie chodzi o to co wolno a co nie, ale jaką postawę wobec spraw płciowych preferujemy: należnego im szacunku czy ich wulgaryzowania.

To że odpowiadający wyciął kawały, które przytoczyłeś powinno Ci jednak dać sporo do myślenia...

Co do używania wulgaryzmów... Ci którzy ich używają często mówią, ze takie jest życie i dlatego trzeba być w nim autentycznym. Tymczasem prawda jest taka, ze każdy spostrzega świat przez swoje okulary. Ci którzy nagminnie używają wulgaryzmów na pewno maja je mocno zabrudzone...

2. Sprawę zawsze powinieneś roztropnie rozsądzić. Nie jest grzechem mówienie o wadach powszechnie znanych albo gdy wynika to z autentycznej troski o bliźniego. W innych powinieneś się po prostu zastanowić czy w Twoim postępowaniu jest coś złego. Choćby stosując najprostszą zasadę: "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe"... Nie chodzi o to, ze wszystko jest grzechem, ale by unikać tego, co jest złe. Nawet jeśli zło jest niewielkie...

3. Takie zachowanie nie jest uważane za udział w zabawie... W przykazaniu zasadniczo chodzi o zabawy taneczne, wielkie rozrywkowe imprezy...

J.