pytajnik 02.12.2007 19:07

Pewną sprawę zakwalifikowałem jako nieczysta myśl o charaketrze homosekusalnym. (...) Ksiądz jednak słuchał uważnie i wszytsko usłyszał. Miałem też pewność, że spowiednik jak będzie zainteresowany i nie dosłyszy i poprosi bym powtórzył to bym powtórzył wyraźniej. Miałem jednak nadzieje ze może nie słucha...nie wiem jak to określić...Z jednej strony może była jakaś tam nadzieja, że ksiądz nie będzie słuchał....z drugiej powiedziałem i tak na tyle głośno, że było słychać więc nie było zatajenia (gdybym chciał zataic może w ogóoe bym nie mówił tego albo powiedział niewyraźnie...nie wiem...) ...z trzeciej strony czy musiałem w ogóle to wyznawać skoro bardziej to moje skrupuły wyrzucały mi to określenie niż rzeczywisty czyn...

Czy moja spowiedź mogła być świętokradzka? Bo dostając rozgrzeszenie byłem pewny, że wszytsko jest ok...po minucie po spowiedzi dostalem nerwicy, że może było świętokradztwo...teraz nie wiem... (...)

Odpowiedź:

To, że chciałeś by ksiądz nie usłyszał nie jest zatajeniem. Ważne, ze powiedziałeś i ksiądz usłyszał. Ważne są nie twoje pragnienia, ale co w końcu robisz. Z całą pewnością nie było tu zatajenia...

W walce z tego typu nerwicami czasem ważne jest, by nie tyle owe natrętne myśli odsuwać, ale by sobie powiedzieć: a jeśli nawet tak, to co z tego? Spowiadasz się ostatecznie przed kochającym Bogiem, a nie złośliwym biurokratą, który czyha na Twoje potknięcie. Zaufaj w końcu, że Cię naprawdę kocha, że chce Twojego szczęścia, a nie Twojego udręczenia...

J.