ja. 18.07.2007 12:37

Mam następujące pytania: czy jeżeli popełniłem jakiś czyn który z założenia wydaje się być grzechem, nawet być może ciężkim, ale po głębszej analizie jego i zaistniałej sytuacji uznam że nie jest jednak grzechem i nie wyspowiadam sie z
tego to czy spowiedź będzie nieważna?

Podobnie czy grzech który jest popelniony pod wplywem zdenerwowania, desperacji lub presji innej osoby jest takim samym złem czy sytuacja to zło pomniejsza?

I jeszcze jedno pytanie: czy jeżeli kiedyś popelnilem grzech chyba dość poważny lecz nie byłem świadomy jego powagi ani nie potrafilem go do konca dobrze nazwać i wyspowiadałem sie z niego na swój sposób nazywajac go trochę inaczej i zbyt ogolnie niz jest w rzeczywistości a po pewnym czasie uświadomiłem sobie dopiero jego istote i wage to czy musze się z niego spowiadać jeszcze raz chociaz spowiadajac się za pierwszym razem nazwałem go niepoprawnie lecz miałem na mysli właśnie ten grzech?

Odpowiedź:

1. Jeśli w momencie popełniania czynu uważałeś, ze to grzech, to jest to grzech. Jeśli wątpliwości przyszły już po czynie, a potem zmieniła się Twoja ocena, to ważne jest, do jakiego ostatecznie wniosku doszedłeś.

2. Brak pełnej dobrowolności czynu, także wskutek zdenerwowanie, zmniejsza winę moralną. Odpowiadający przedstawiłby jednak konkretną sprawę spowiednikowi. Nikt nie jest dobrym sędzią we własnej sprawie. Zwłaszcza, gdy przychodzi oceniać stopień przymusu...

3. Skoro się z owego grzechu spowiadałeś, to wszystko jest raczej w porządku. Chyba ze to co powiedziałeś w konfesjonale nie pozwalało na właściwą ocenę grzechu. Na przykład: jeśli ktoś spowiada się, ze miał nieczyste myśli, to nie musi po czasie precyzować, czy były to marzenia czy pragnienia. W sumie niewielka różnica. Nawet jeśli zna to rozróżnienie, a wyspowiada się ogólnie, nic się nie stanie. Jeśli jednak ktoś spowiada się, że był nieuczciwy, a w rzeczywistości popełnił wielką kradzież, to jednak różnica jest znacząca. Podobnie, gdyby ktoś spowiadał się z tego, ze się gniewał na kolegę, a w rzeczywistości polegało to na tym, że najpierw go oczernił przed znajomymi, a potem wybił mu trzy zęby...

J.